sierpnia 15, 2014

Bardzo nieszczęśliwy czwartek ...

by , in
Może niektórzy z was już się dowiedzieli ,ale napiszę tutaj o tym bardziej szczegółowo.
Otóż Majlo jest ,a może raczej był poważnie chory. Był to już stan zagrożenia życia . Zaczęło się to w środę. Majlo na wieczornym spacerze przed 21:00 zwymiotował 2 razy karmą i trawą. Myślałam ,że może od tej trawy mu się cofnęło. Więc nie przejęłyśmy się tym za bardzo. Natomiast rano następnego dnia(czwartek) Majlo nie chciał jeść co było już niepokojącym sygnałem informującym ,o tym ,że coś jest nie tak. Potem natomiast moja mama zauważyła ,że Majlo znów zwymiotował. A potem zobaczyła jeszcze ,że w klatce kennelowej na kocu są 3 plamy z wymiotów i trawy. Natychmiast zadzwoniłyśmy do weterynarza. Ale mógł on nas przyjąć dopiero za 3 godziny bo był w terenie i miał do nas oddzwonić gdy wróci. Potem Majlo zjadł jakoś tą karmę. Jadł bardzo powoli ,a nie tak szybko jak dotychczas. Ok.godziny 11:00 weterynarz zadzwonił ,że można przyjechać. Gdy przyjechałyśmy to postawiłyśmy Majla na stół. Wet zapytał co się dzieje. Więc moja mama powiedziała mu co się działo. Więc weterynarz zaczął go badać. I! .... Wyczuł w jelitach 'coś'/ciało obce. Było je czuć gdy dotykało się brzuch ręką. Przy badaniu była także ta pani weterynarz(p.Monika) ,która szczepiła Majla i jest u tamtego pana na praktykach bo jeszcze studiuje w Warszawie. I p.Monika powiedziała ,że mogę dotknąć to również wyczuję to 'coś'. Faktycznie , coś tam było! Podejrzenie przez nas padło na pestkę od brzoskwini. Ciało obce w jelicie to bardzo poważna sprawa ,która jest zagrożeniem życia psa i trzeba będzie to jak najszybciej wyciągnąć operacyjnie... Weterynarz mówił ,żebyśmy pojechali na rentgen z kontrastem ,a najbliższy był w Opolu(!). Najgorsze było to ,że moja mama nie zna Opola bo nigdy sama po nim nie jeździła i nie wie co gdzie jest, a taty nie było w domu :P Sytuacja kiepska. Ale weterynarz stwierdził ,że jest pewny ,że jest to ciało obce w jelicie i najlepiej by było ,aby go dziś operowali. Masakra! Gdy usłyszałam o operacji i ,że mógłby nie przeżyć to się tam popłakałam. Ale zdecydowałyśmy się na operacje. Nie było innego wyjścia. Trzeba mu pomóc. Wet mówił ,że to musi być jeszcze dziś bo jutro(czyli dziś) święto i go nie będzie bo wyjeżdża. Jest opcja ,że mógłby to sam wyrobić ,ale czy to wiadomo? Nie zrobiłby i do poniedziałku było by po psie ...
Więc weterynarz zadzwonił do swojego kolegi do Brzeg'u czy mógłby go dziś zoperować bo powiedział ,że wolał by tam bo jednak tam mają lepszy sprzęt i więcej lekarzy . Jego kolega zgodził się specjalnie przyjść i zoperować łaciatka. Przy operacji miała być jeszcze p.Monika z czego się bardzo cieszyłam bo miałam do niej wielkie zaufanie. Po wizycie p.Monika pojechała za nami do naszego domu ,aby dać Majlowi tam kroplówkę. Majlo ładnie zachowywał się przy kroplówce.
Majlo na pierwszej kroplówce

O 16:00 miał być już w Brzegu w przychodni weterynaryjnej WALVET ,która jest moim i ich zdaniem najlepsza w mieście. Wyjechaliśmy w domu o 15:10. Przed wyjazdem zadzwoniłyśmy do p.Moniki ,że będziemy już wyjeżdżać. O 15.45 byliśmy już przed lecznicą. Strasznie się bałam. Gdy weszłyśmy to wzieli go na badanie przy którym byłyśmy. Nie miał gorączki ,a co dziwne nie było już tego 'czegoś' czuć ! Widocznie się przestawiło. Ale zabieg zrobiony musiał być. Dali mu zastrzyk ,aby sobie przysnął. Powiedzieli nam ,że może po nim zwymiotować ,ale nie zwymiotował. Gdy zasypiał zrobiło mi się smutno i się popłakałam ,po mnie mama ,a wraz z nami p.Monika. Wszyscy się cieszyli ,że dobrze ,że zasnął ,a my płakałyśmy. xd Po 15 minutach p.Monika zabrała Majla na zabieg. Z mamą wyszłyśmy ,ja zapłakana i pojechałyśmy do mojej cioci ,która mieszkała w tym samym mieście całkiem niedaleko lecznicy. Wszyscy byli ciekawi co tam było. Ja byłam przekonana ,że to pestka od brzoskwini! Zabieg zaczął się ok. godziny 16.30.
Czekanie było najgorsze. Strasznie się bałam ,ale czułam ,że będzie dobrze. Czekaliśmy na telefon. Operacja trwała 2,5 godziny! Po 19.00 zadzwonił telefon ,że można juz go odebrać i ,że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdy przyszłyśmy Majlo był ubierany w kubraczek. Nacięli mu kawałek jelita i wiecie co wyciągneli? Otóż właśnie pestkę po brzoskwini! I trawę. Weterynarz powiedział ,że posadzi ją sobie w ogródku. Powiedzieli ,że zabieg przebiegł bardzo dobrze i chcieli by aby zabiegi zawsze tak dobrze szły. P.Monika była jego anastazjologiem . I mówiła nam ,że oddech był bardzo dobry i serce także bardzo dobrze pracowało przy narkozie. :) Przyniosła nam także Majla do samochodu i powiedziała ,że może się trząść bo może być mu zimno. Nie był jeszcze wtedy do końca przytomny. P.Monika pojechała za nami do domu ,aby udzielić nam wskazówek jak się nim teraz opiekować :) Majliś dostał niebieski kubraczek pooperacyjny. Nie chcieliśmy kołnierza.
Majlo w drodze do domu
Gdy przyjechaliśmy do domu to włożyliśmy go delikatnie do klatki kennel i przykryliśmy go grubym ręcznikiem widocznym na zdjęciu wyżej. Bo dalej było mu zimno. Gdy Felo zobaczył chorego Majla po przyjeździe od weta to wszedł do klatki i się przy nim położył <3
P.Monika udzieliła wskazówek i dała nam karmę na niedzielę i poniedziałek.
W nocy wstawaliśmy co 2 godziny i sprawdzaliśmy czy wszystko gra. Większość nocy spał bez kagańca tylko przed 5 rano mu go założyliśmy bo zaczął coś tam sobie majstrować bo już poczuł się lepiej. Lepiej dmuchać na zimne. Dziś o 10 rano znów dostał kroplówkę ,a o 20:00 drugą część. Rano dostał jeszcze antybiotyk w tym jeden strasznie piekący. Strasznie przy nim piszczał i denerwował się. Moje kochane psisko. Jutro będzie mógł już normalnie pić . W niedziele ma zjeść papkę z RC ,a w pon puszkę z RC.
Jest jeszcze słabiutki. Dużo śpi. Czasami tylko sobie siedzi w klatce ,ale szybko mu się nudzi to idzie znów spać <3
Z dnia na dzień będzie lepiej. Za ok. 10 dni będą mu ściągać szwy.



 Na dole przysypiający na siedząco Majluś :)
Pozdrawiamy! Trzymajcie kciuki ,aby wszystko się dobrze zagoiło !
sierpnia 10, 2014

Najpierw lipiec, teraz sierpień ...

by , in
Był pewien zastój w pisaniu postów na blogu ,ale spokojnie powracamy pełni entuzjazmu, nowych planów i pomysłów.
                                                                    * * *
Lipiec minął nam głównie na spacerach i ćwiczeniu sztuczek. Jest też jedna nowość ,a mianowicie :
-POWRACAMY DO AGILITEK!!!
Po przemyśleniu tego i owego stwierdziłam ,że nie mamy nic do stracenia. I, że znów zaczniemy treningi. Może rok temu Majlo nie chciał ćwiczyć bo było mu ciężko przez nadwagę ,a może nawet otyłość którą miał. Nic dziwnego skoro wtedy przypuszczam, że mógł ważyć nawet 21,5 kg jak nie 22 kg. Skoro teraz schudł to może będzie lepiej ćwiczył i będzie mu z pewnością lżej hopsać. Dlatego więc powracamy na nowo. Mamy za sobą już 'pierwsze' treningi i jest dość dobrze. Widac taka przerwa dużo nam ,a raczej łaciatkowi zrobiła. Spróbujemy jeszcze raz z frisbee. Wydaje mi się ,że kiedyś źle do tego podeszłam. Kupywałam dyski przeznaczone dla ludzi nie dla psów ,a potem dziwiłam się czemu on nie chce ich łapać czy się nimi szarpać . Po prostu były dla niego za twarde. Teraz zakupimy dysk specjalnie przeznaczony dla psów. Myślę nad frisbee Trixie Dog Activity i chyba jego właśnie kupię. Gdy teraz chcę się szarpać z Majlem tymi ludzkimi dyskami to on bierze go do pyska i chwilę się szarpie ,ale za chwilę puszcza bo jest on dla niego za twardy i takim dyskiem nawet nie da się dobrze szarpać :P 

Swoją drogą jakieś niecałe dwa tygodnie temu Majlo został zaszczepiony . Mieliśmy do weterynarza iść ,ale ciągle albo było za gorąco ,albo padało. Więc stwierdziłyśmy z mamą ,że pojedziemy autem. Gdy zadzwoniłyśmy do weta to on powiedział ,że on do nas przyjedzie i wszystko zrobi. Więc dobra , zgodziłyśmy się. Mama w ostatniej chwili postanowiła ,że poszuka książeczki bo do tamtej pory się nie znalazła. I jakieś 5 minut przed przyjazdem weta mama ją znalazła w dokumentach. Co za szczęście. Weterynarz przyjechał ,a raczej przyjechała bo to była kobieta ,a raczej dziewczyna ,którą moja mama znała. Okazało się również ,że bigieluch ma niedowagę. Tak , niedowagę (my chyba nigdy nie przestaniemy mieć problemów z tą wagą. Najpierw nadwaga, a teraz niedowaga :P ). Już przed przyjazdem weta tak sądziłam bo u łacietego widoczne były żebra. Miał za mało kaloryczną karmę i był przy tym aktywny i tak się stało. Obecnie żebra już są trochę mniej widoczne. Je teraz bardziej kaloryczną karmę, a dokładniej Sams Field super premium Medium. Ale chyba będziemy zmieniać na Brit bo skład ma podobny ,a jest o wiele tańszy.
W piątek  pojechaliśmy do mojej cioci , do naszej rodzinnej wsi z której 6 miesięcy temu się wyprowadziliśmy. Spędziliśmy tam 2 godziny. Majlo 15 minutową podróż zniósł dobrze , tylko gdy wracaliśmy i zatrzymaliśmy się bo mama szła do piekarni Majlo szczekał na psy które widział za szybą samochodu (spokojnie nie był zamknięty w aucie , tylko siedział ze mną przy otwartym na ful oknie ok.5 min.) Gdy przyjechaliśmy, zatrzymaliśmy się obok działki mojego wujka która znajdowała się obok naszego starego domu. Majlo chyba pamiętał nasz dom bo gdy zatrzymaliśmy się przy
nim zaczął wariować. Potem poszliśmy do cioci. Przywitałam się z rodzina i poszłam z Majlem na spacer po naszych starych terenach. Tyle wspomnień.Było cudownie. Na pewno jeszcze tam pojedziemy tam do mojej cioci. 

Chciałabym także zaprosić was na naszego fanpejdża ,którego jakiś czas temu założyłam :) Lajkujcie, komentujcie, udostępniajcie ... :D
Pozdrawiamy, Asia&Majlo!

INSTAGRAM