lutego 28, 2016

Misja "Napraw to!"

by , in
Nadchodzi wiosna, pora ruszyć rozleniwione zimą zadki i wziąć się poważnie i na serio do roboty. Praktycznie za 140 dni mamy obóz agility w Neverlandii. Obozu nie odpuszczę, nie ma bata, co to, to nie! Dalszy etap resocjalizacji trwa, a może raczej zacznie poważniej trwać. W tym celu utworzyłam też nasze małe wyzwanie, a właściwie misję, która spełniona być musi i koniec kropka, bez żadnych ale. Misja "Napraw to" ma na celu wyjście z majlowych problemów/niedociągnięć socjalizacyjnych oraz paru innych utrudniających życie problemów.
Czas trwania 'akcji' to 140 dni licząc od jutra do 17 lipca włącznie (dzień przed obozem). Przez ten czas będę starać się z całych sił i ciężko pracować nad przywracaniem łaciatemu piątej klepki w mózgu, choć muszę przyznać, że czasem zaczynam wątpić czy mój 'inteligentny' piesek go posiada :P Głównym celem jak już wspomniałam jest dalsza część recocjalizacji Majla i pokazanie mu, że obcy ludzie nie są straszni i nic złego mu nie chcą zrobić. Zauważyłam, że na obcym terenie Majlo nie ma aż takich problemów z obcymi ludźmi, ale na swoim podwórku jest już znacznie gorzej. Doszły mnie ostatnio słuchy, że gdy mój tato przyszedł ze swoim kolegą na podwórko to Majlo zaczął potwornie drzeć ryja i chciał rzucić się jego koledze do nogawki. Nosz kurde! Ta informacja mnie załamała, osobista porażka, masakra, rozczarowanie i nie wiem co jeszcze... Oznajmiłam członkom rodziny, że jeśli jeszcze raz kiedykolwiek i gdziekolwiek usłyszę od nich, że mówią do Majla i go podjudzają słowami " Bierz go!" "Dawaj go tu!" "Co tam idzie" Bierz!", to pozabijam! Teraz za każdym razem gdy ktoś obcy dla Majla przyjdzie np. z moim tatą na podwórko, będę brała psa na smycz, jakieś mega pyszne smakołyki i idę z nim na dwór przed tego obcego człowieka, będę skupiać psa na sobie i pracować, żeby ignorował obcego. Ja nie każę i nie wymagam od niego, żeby kochał obcych mu ludzi, żeby skakał im z jęzorem do twarzy i łasił się jak do kiełbasy. Ja po prostu chcę, żeby ich ignorował, nie szczekał przeraźliwie i nie robił mi wstydu...
Jeśli chodzi o obce miejsca to jest lepiej, ale nie najlepiej. Planuję cykl wyjazdów w jakieś obce mu miejsca z obcymi ludźmi, psami itp. I tam pracować, pokazywać, że w obcym miejscu też nikt złego nic mu nie zrobi. Majlo ma jakiś dziwny proces. w obcym miejscu da się komuś pogłaskać, ktoś go głaska on się cieszy, a za chwilę odskakuje i zaczyna szczekać zupełnie jakby myślał :
- O! Cześć człowieku. Lubie jak mnie głaskasz, ale fajnie! A nie... Czekaj! Ty chcesz mnie zabić! Poszedł mi stąd! Akysz! Akysz!
Nie wiem czemu tak jest. Ale nie jest to fajne. Kiedyś jeszcze ktoś dostanie przez niego zawału :P
Z psami na szczęście jest fajnie i Majlo najczęściej zachowuje się przyjaźnie, oby tak zostało :)
---------------------------------------------
Zauważyłam też niestety, że nasza psioludzka więź się skruszyła... Jest dużo gorzej niż kiedyś. Nie ma już tej radości przy ćwiczeniach, spacerach i to widać. Jest dość słabo i źle mi z tym. Chciałabym to naprawić, tak żeby było tak jak kiedyś. Żeby pies widząc mnie miał radość a nie:  " Czego znów ode mnie chcesz. Daj mi spokój. Nie chcem ciem ... " . Smutna prawda, ale jednak prawda i ja to widzę i chcę to naprawić. Naprawdę! Mamy pewien problem bo pies nie do końca mi ufa i ja też nie mu ufam, a bez tego przecież nie ma dobrego teamu. Zawaliło się i taka jest prawda, trzeba coś z tym zrobić, bo tak jak jest to nie jest dobrze. I to nie jest zadanie kształtowane do końca pod te 140 dni, bo nie można określić właściwie czasu naprawianie więzi, ale mam nadzieję, że uda nam się szybko znów cieszyć się wspólnymi spacerami i życiem już bez tego zbędnego napięcia. Będzie dobrze, bo musi być :)

Streszczę nasze misyjne cele w punkty, aby łatwiej było je od razu wyróżnić :
- resocjalizacja z obcymi ludźmi ( pokazanie, że obcy ludzie nie są źli i wypracowanie ignorowania ich bez szczekania )
- akceptacja obcych na swoim terenie i w jego pobliżu
- pokazać, że obcy może go pogłaskać i nie zrobi mu krzywdy
- naprawa więzi
- praca nad skupieniem przy innych psach i rozproszeniach
- opanowanie emocji przy innych psach/zwierzętach ( np. spokojne mijanie na spacerze, zostawanie obok innego psa ) 
- opanowanie emocji przy jedzeniu
- likwidacja pilnowania zasobów przy zabawie i jedzeniu
- wzmocnienie wzajemnego zaufania
- zostawanie w klatce w obcych miejscach
- praca za zabawki
Myślę sobie, że może uda nam się skontaktować z jakimś psim behawiorystą/ osobą bardziej obeznaną w tego typu problemach, która nam pomoże. Na razie jestem dobrej myśli i wierzę, że uda nam się wybrnąć do 17 lipca z większości problematycznych zachowań i, że wszystko będzie dobrze. Przed nami jeszcze parę psich wydarzeń i spotkań, także będzie gdzie pracować. Jak zwykle proszę o trzymanie za nas kciuków! Mam nadzieję, że za niedługo będę mogła podzielić się pierwszymi efektami naszej pracy! A teraz mówię wam dobranoc :)

lutego 12, 2016

Podsumowanie ferii oraz spacer z Pauliną i Luckym

by , in
Nasze tegoroczne ferie zimowe powoli zbliżają się ku końcowi. Zostały nam ostatnie dwa dni odpoczynku, ale właściwe można je już podsumować.
fot. Paulina od Luckiego
W ferie głównie spacerowaliśmy, codziennie jak zawsze. W sumie przez te 12 dni zrobiliśmy 63,24 km. Jestem zadowolona z tego wyniku i to nawet bardzo. Lenistwa zarzucić nam nie można! Czynnie wałkowaliśmy obidjensy. W szczególności aport, pełzanie przy nóżce i samokontrolę. Aport formalny już nawet fajnie wychodzi, co prawda w większych rozproszeniach Majlo jest przy nim rozkojarzony i nie kuma za bardzo czego od niego wymagam, ale na znanych mu terenach już ładnie podejmuje koziołek i wraca grzecznie do nogi. I tak jesteśmy na dobrej pozycji, bo myślałam, że Majlo nigdy się nie nauczy tej części w obi, a jednak powoli się udaje. W chodzeniu przy nodze utrzymujemy na razie stały poziom, to znaczy smakołyk w ręce około 20 cm nad psem, ciągła motywacja słowna i jakoś idzie. Przy skrętach czasem dupka mu odchodzi i na prostej zdarza mu się wyprzedzać, ale nie jest źle! Na pewno lepiej niż było w tamtym roku :)
Musimy także bacznie pracować nad samokontrolą, Majlo bardzo, ale to bardzo nakręca się na jedzenie, a na takie rarytasy jak parówki czy wątróbka to już na maksa. W sumie to dobrze, ale jeśli idzie to w parze z brakiem opanowania emocji to już gorzej. Także musimy bacznie nad tym pracować zarówno na treningach jak i w życiu codziennym, bo nawet przed podaniem zwykłej karmy Majlo dostaje już drgawek i okropnie się niecierpliwi. ( żarcioholik jak to mawia mój tato ;) )
Z naszego domowego tricolorowego " warsztatu "  wyszły także dwa drewniane koziołki. Niestety są to prototypy i boczki trochę się przekręcają, ale podklei się vicolem i będzie po krzyku. Ponowne podziękowania dla taty!
Zrobiło się cieplej, dużo cieplej. Pogoda w ferie była iście wiosenna, a więc była motywacja do wyciągnięcia naszych agilitowych przeszkód. Ułożyłam parę prostych torków, ale bez szału. W końcu mamy tylko dwie stacjonaty i huśtawkę. Jednak jakieś proste sekwencje da się przepracować. Muszę też przyznać, że moje prowadzenie psa po torze jest straszne. Często mylą mi się ręce i nie wiem co mam robić. Chciałoby się móc mieć możliwość treningów na jakimś profesjonalnym pełnym torku pod okiem kogoś doświadczonego, ale lokalizacja swoje robi i niestety na razie nie ma takiej możliwości. Nagrałam także filmik z naszego agilitowanie, głównie jest mi potrzebny do zgłoszenia na obóz, ale skoro go już mam to wam pokażę :

Zdaję sobie sprawę, że pewnie robię sporo błędów przy prowadzeniu psa. Jeśli jakiś rzuci wam się w oczy to proszę o napisanie w komentarzu. Miło mi będzie jeśli dostałabym jakieś przydatne rady ;)
fot. Paulina od Luckiego
Ale może przejdźmy do głównej atrakcji tegorocznych ferii. Konkretnie we wtorek 9 lutego spotkaliśmy się z Pauliną oraz sznaucerem Luckym ( fajnie jest znaleźć psiarzy w okolicy ;) ). W końcu udało nam się spotkać. Co prawda na początku planowałam jechać do nich w sobotę 6.02, ale niestety nie wypaliło bo transport mi się zmył, a w dodatku moja mama miała imieniny, więc zostało przełożone na wtorek i na szczęście się udało! Muszę szczerze przyznać, że najbardziej obawiałam się powitania ze strony Majla i tego, że psy się nie polubią i od początku będą się "żarły". Na szczęście powitanie poszła całkiem fajnie i na spokojnie. Wypadło pomiędzy chłopakami parę spięć, ale później na szczęście wszystko się unormowało i psy zaczęły się ze sobą bawić w najlepsze. Śmieszny to był widok, no nie powiem :) Początek spotkania wypadł dosyć ciekawie, wtrąciły nam się dwa bordery okolicznego gospodarza, było trochę zamieszania, ale później sobie poszły. W międzyczasie z psami trenowałyśmy, a nawet zrobiłyśmy małą zamianę. Ja wzięłam Luckiego, a Paulina Majla i zrobiłyśmy mały trening. Trochę obawiałam się jak Majlo będzie pracował z nieznaną mu osobom, ale na szczęście chłopak chyba się spisał. ( chwała ugotowanej przez Paulinę wątróbce! ). Ogólnie Majlo nawet znośnie się zachowywał, raz burknął szczekaniem na Paulinę, gdy ta go głaskała ( wredne to łaciate, ludzie go głaszczą, a ten się jeszcze burzy, no nie rozumiem jego zeschizowanego mózgu :P ), ale później było już w miarę okej.
Chciałam zrobić z Majlem aport formalny, ale w nowych okolicznościach łaciaty mózg trochę nie ogarniał i efekty "aportu" można zobaczyć na filmiku.
Trochę potrenowaliśmy, posztuczkowaliśmy, pospacerowaliśmy i przyjemnie spędziliśmy czas :) Cieszę się, że udało nam się w końcu pierwszy raz spotkać i dziękuję Paulinie za zdjęcia oraz krótki filmik sztuczkowy który nam zrobiła :)
fot. Paulina
fot. Paulina
fot. Paulina
fot. Paulina
i moje fotki :
Lucuś fot. ja






Nie pozostaje już chyba nic jak tylko czekać na wolne podczas świąt Wielkanocy i życzyć tym którzy zaczynają teraz ferie, aby były udane! :)

INSTAGRAM