Zaległości

Sporo czasu już nic dla was nie pisaliśmy, przyznaję się bez bicia! Ostatni post był pod koniec lutego, ale czas jakoś zaczął szybko zasuwać. Olaboga! Mamy już koniec kwietnia! Postaram się streścić co takiego się zdarzyło ;)
Hmmm. Pewnie nie zdziwi was, że napiszę iż w tym czasie chodziliśmy oczywiście na codzienne spacery, te długie i te krótkie, czasem wyciągnęłam zabawki, a nawet parę razy poćwiczyliśmy sobie obi, ale nie było tego dużo. Mogłabym to policzyć na palcach jednej ręki. Ogółem patrząc ostatni czas był czasem wielkiego chill outu. Nie robiliśmy nic konkretnego, czas był bardziej luźny, bez jakichś wymyślnych treningów i forsowania łaciatej mózgownicy. Jakoś nie mogłam znaleźć na to wszystko czasu, a może raczej nie chciałam(?). Straciłam ostatnio chęci do robienia czegokolwiek, ale myślę, że pomału zaczniemy już wracać do żywych. A na pewno jak pożegnać się z całodobowym leżeniem w łóżku i choróbskiem.  Nie chcę też od Majla za dużo wymagać, żebym mu się już całkowicie nie obrzydziła :P. Ale mam nadzieję że po takiej lekkiej przerwie będzie tylko trochę lepiej. No, aby!
Ale spokojnie, aż w takim stopniu to my nic nie nie robiliśmy. Ba, nawet 3 kwietnia byliśmy na dogtrekkingu :D Jednak nie były to prawdziwe zawody, ale jedynie lajtowe przejście dłuższej trasy i spotkanie psiarzy z okolic miasta Brzeg. Dogtrekking miał piękną nazwę,, I lajtowy dogtrekking Brzeg-Lipki''. Ruszyliśmy spod brzeskiego zamku Piastów Śląskich chwilę po godzinie 10:00. Było sporo ludzi i psów. Majlo ładnie wkroczył między całe towarzystwo. Zawsze na początku jakiegoś psiego spotkania ma na nosie kaganiec, ale później jak już w miarę się oswoi z sytuacją to mu ściągam, tak było też w tym przypadku. Ogólnie jego zachowanie było nawet znośne, jednak dwa razy rzucił się na dwóch mężczyzn :c Jeden się nad nim nachylił, a drugi chciał pogłaskać. Ten pies ciągle utwierdza mnie w przekonaniu, że ma jednak ten problem i trzeba nad nim pracować. W stosunku do psów było jak zazwyczaj bardzo fajnie, najchętniej z każdym by się bawił. Chociaż w tej kwestii mogę być zadowolona. Trasa podążała głównie przez pola i łąki oraz kawałek przez miejską uliczkę. Zmierzaliśmy do Lipek na działkę jednej z organizatorek, gdzie czekało na nas miejsce na ognisko oraz miejsce odpoczynku. Trasa w jedną stronę jaką naliczyło mi Endomondo wyniosła 12,3km. Prawdziwi hardcorzy mogli udać się jeszcze w drogę powrotną i przebyć prawie 25km. Gratulacje dla wytrwałych!  :)



Ja jednak stwierdziłam że jak na pierwszy dogtrekking 12km trasa będzie wystarczająca i w drogę powrotną pojechaliśmy autkiem z moimi rodzicami którzy po nas przyjechali, tym razem jednak nie po polach tylko po drodze oczywiście ;) Super, że ktoś z moich okolic zdecydował się zorganizować takie psie wydarzenie(a krążą już pogłoski o drugiej edycji). Dzięki temu poznałam trochę osób które mieszkają dość niedaleko nas i na pewno za niedługo wybieramy się z kimś na spacer. Jednak po tej trasie wiem już ze muszę zaopatrzyć się w pas biodrowy oraz amortyzator, bo to jak mój pies padł tam naprzód po prostu mnie zaskoczyło. Na spacerach zazwyczaj chodzi na luźnej smyczy, a tu po prostu nie mój pies. Było mi fajnie że wspomagał mnie ciągnięciem, ale ze smyczą trzymaną w ręce lub owiniętą wokół pasa nie było zbyt wygodnie. Myślę sobie nawet troszkę o wybraniu się na jakiś prawdziwy dogtrekking, bo to na prawdę super sprawa! Zobaczcie jak było :
z nowym psim kolegom Wasco :)


                                                                              ~ ~ ~
W niedzielę 17 kwietnie zauważyłam u Majla w kroku czerwonofioletowego guza... Więc następnego dnia w poniedziałek wylądowaliśmy w przechodni weterynaryjnej. Obawialiśmy się najgorszego, na szczęście weterynarz zdiagnozował to jako ropień. Z gulki wycisnął mnóstwo ropy. Stwierdził że wygląda na to że musiał się czymś ukłuć lub coś mu się tam wbiło. Guzek po wciśnięciu ropy się wyraźnie zmniejszył, ale trzeba było psikać rankę specjalnym preparatem. Przez kilka dni gdy ranka się goiła Majlo musiał chodzić w kołnierzu. W chwili obecnej wszystko jest w jak najlepszym porządku. Łaciaty u weterynarza był w miarę grzeczny, mimo że próg lecznicy przekroczył dopiero na moich rękach, to ani nie burknął na pana doktora. :) Podczas gdy czekaliśmy na poczekalni na swoją kolej, zauważyłam wagę i stwierdziłam, że skoro mamy trochę czasu to zważę łaciatka. Waga pokazała 16,5 kg, bardzo ładnie. Nawet weterynarz był zadowolony. Przy okazji wizyty zakupiliśmy w końcu advantix, bo sezon kleszczowy ostatnio bardzo intensywny. 
Na zdjęciu biedna i pokrzywdzona antena satelitarna ;>
Tymczasem z dniem dzisiejszym zaczęliśmy majówkę. W tym roku szkoła zafundowała mi 9 dni wolnego, więc mam zamiar spędzić ją aktywnie, tym bardziej, że przez ostatnie kilka dni leczyłam moje choróbsko, jednak jutro mam nadzieję, że wyjdę z psiurem na spacer, szkoda marnować wolnego :) Chcę w końcu zabrać się porządnie za Majla i jego zachowanie, ale tym razem na prawdę porządnie. Czynami, a nie samym gadaniem i pisaniem. Mamy sporo do roboty, podczas majówki chcę spotkać się z nowymi psimi znajomymi na jakimś spacerze i mam nadzieję, że wypali. Planuję też zacząć regularnie jeździć rowerem z psem u boku, bo trzeba naprawić majluszkową sylwetkę i wyrobić mu trochę mięśni, bo ostatnio trochę sflaczał :D 
A, i myślę, że warto wam również to oznajmić, ale niestety nie wybieramy się w te wakacje na agilitowy obóz... Postanowiłam jednak zrezygnować, zdałam sobie sprawę, że jest to jednak dużo za wcześnie i chociaż osobiście bardzo, ale to bardzo bym chciała, to uświadomiłam sobie, że Majlo naprawdę nie jest na to jeszcze gotowy. 5 dni to jak na razie za dużo w obcym miejscu z obcymi ludźmi, ale w zamian za to wybierzemy się na garść różnych warsztatów, spotkań i seminariów, bo to jest dla niego jeszcze do zniesienia. Trzeba do wszystkiego dochodzić stopniowo. Ale wierzę, że na pewno kiedyś nam się uda osiągnąć to co zamierzamy!

Jak na razie maj zapowiada się w porządku, jest prawie pewne, że zagościmy 21/22 maja w Nysie na seminarium z Patrycją Kowalczyk. :)
Udanej majówki wszystkim!

6 komentarzy:

  1. Z ogromną chęcią pojechałabym na jakiś dogtekking, ale Teddy zdecydowanie nie jest na coś takiego gotowy - cały czas by ciągnął, a na dodatek może jeszcze oburknąłby jakiegoś psa. Znaczy to, że trzeba się zabrać do roboty! :) Powodzenia z Majlem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio też wybraliśmy sie na dogtrekking i powiem, że wciągło mnie na maksa XD U nas też cisza na blogu tym bardziej, że nie mam kiedy coś naskrobać na blogu a u nas też wiele się działo ;) Super, że wybraliście się na dogtrekking i świetnie, że wybieracie się na semi! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też ostatnio nie pisałam na blogu - czas wrócić, bo w końcu wiosna przyszła! Kiedyś chyba w końcu muszę się wybrać na ten dogtrekking, bo wydaje mi się, że to super sprawa :D
    Nawzajem udanej majówki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten miesiąc chyba był zabiegany wśród uczących się psiarzy, w końcu egzaminy gimnazjalne, matury, egzaminy itp. Ciężkie życie! U nas posty pojawiały się bo cześć już była napisana, tkzw. czarna godzina. Fajnie, że udało wam się zapisać na DogTrekking, dla nas to malutkie marzenie. Może się kiedyś spełni? Jak na razie musimy się zadowolić naszymi miejscami i swoim towarzystwem :)
    Pozdrawiamy, Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
  5. 9 dni wolne to raj normalnie :D
    Dogtrekking z chęcią bym poszła ale jakoś się obawiam zgubienia w lesie xD
    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no no no nie próżnowaliście :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią o poście:

INSTAGRAM