Starość nie radość...

... młodość nie wieczność. Tym oto powiedzeniem zaczynam dzisiejszy wpis. Niektórzy wiedzą, że Majlo w październiku kończy już 7 lat swojego życia. Ktoś by powiedział - młody pies. Niestety, pozory czasem mylą. Od jakiegoś czasu widać jak wiek bardzo wpłynął na Majla zachowanie i charakter. Mówiąc krótko - postarzał się. To nie jest już ten szybki, szalony, gotowy na każdy spacer pies, który mógłby chodzić na nie godzinami. Teraz stał się powolny, leniwy, szybko się męczy, a najlepiej gdyby mógł cały dzień przeleżeć przechodząc tylko z jednego miejsca w drugie. Nawet spacery nie sprawiają mu przyjemności. Jak kiedyś to on był pierwszy gdy tylko słyszał słowo '' spacer '' tak teraz ja muszę go na nie wyciągać, dlatego wieczorem udaje mi się wziąć go na ten godzinny spacer, żeby chociaż rozruszał te swoje kości. Uprzedzajac pytania i wątpliwości, nie, Majlo nie jest na nic chory. Jest zdrowy, a to co go dopadło to starość. Sama przez długi czas nie mogłam tego zrozumieć, zaakceptować. No bo jak to? Będzie miał ledwo 7 lat, a już starzec? Przecież inne psy w jego wieku jeszcze szaleją i zachowują się jak młody bóg. Ale prawda jest taka, że niektóre psy starzeją się szybciej, a inne zachowują sprawność do późnych lat. Majlo chcąc nie chcąc znalazł się w tej pierwszej grupie. Ale do czego właściwie zmierzam? Otóż długo nie mogłam, a może raczej nie chciałam dopuścić do siebie tej wiadomości i niestety dalej wymagałam od Majla nie wiadomo czego: długich spacerów, wielkich treningów, a wszystko to przez chore ambicje... Co sprawiło że moja relacja z łaciatym strasznie się pogorszyła, legła w gruzach. Nie mogłam pojąć tego, że on tego nie chce, nie może, nie lubi. Byłam zaślepiona, bo jak to mam przestać z nim trenować. Na szczęście dotarło to do mnie. Jak to mówią lepiej późno niż wcale. Zdałam sobie sprawę, że lepiej będzie dla Majla jeśli dam mu spokój, zasłużona jak to się teraz mówi '' emeryture ''. Bo co z tego, że będę z nim coś robić na siłę, zmuszać go jeśli nie sprawia mu to przyjemności? Dzięki takiej pracy jest sfrustrowany, wycofany, bo robi coś czego nie lubi. Ktoś może pomyśleć - No jak to? Przecież jak się chce to z każdym psem się da!
Owszem, da się, ale czy ten każdy pies będzie z tego powodu szczęśliwy? Przecież skoro z każdym psem się da to możemy wziąść psa z dysplazja i ćwiczyć canicross, dogfrisbee etc. ale teraz pytanie, czy ten pies będzie czuł się komfortowo? Może i my będziemy zadowoleni, w końcu będzie fejm i będzie można wrzucić fajne zdjęcia na facebooka, a może zastanówmy się czy warto robić coś za wszelką cenę, nie zważając na nic poza naszymi widzimisię? Może czasem warto zastanowić się nad tym, czy nasz pies jest do tego i może warto czasami odpuścić? Niczego nikomu nie każę, ani nie chce narzucać swojego zdania. Piszę tylko moje odczucia, w końcu od tego mam bloga c'nie? ;) Bo przecież nie każdy pies jest stworzony aby trenować. Część z czytających może stwierdzi, że się poddałam, a Majlo przecież tak ładnie pracował i w ogóle same ochy i achy. Ale teraz niestety wraz z wiekiem jego sprawność się zmniejszyła i widzę to. Bo skoro rok temu mógł pójść na spacer ma na dwie/trzy godziny, a teraz po godzinie zapiera sie i cofa bo ma już dość i chce wracać do domu to chyba jest coś na rzeczy. Wierzcie mi lub nie, ale ja naprawdę chciałbym aby było tak jak kiedyś, ale nic na to już nie poradzę. Czasu nie cofne, nie zatrzymam. Nie oznacza to, że nie będę się już przecież nim zajmować, a to na co jego stan i sprawność pozwoli będziemy sobie dłubać, ale już bez zbędnej spiny (jakieś sztuczki, elementy obi). I tak już tyle zepsułam i więcej już nie chcę. Skoro Majlo chce prowadzić spokojne psie życie to dlaczego mam mu na to nie pozwolić?
Aha i od razu może napiszę, że to wszystko nie na nic wspólnego z tym że w naszym życiu obecnie pojawił się drugi pies, bo działo się jeszcze przed tym zdarzeniem.

Komentarze

  1. Coś o tym wiem... Trzeba się pogodzić i przyzwyczaić do "nowego" życia - te też jest fajne. :D

    Pozdrawiam,
    beaglowate.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając ten post miałam w głowie obraz swój i mojego psa... Jest dokładnie tak jak opisałaś, mam chore ambicje, a zauważyłam już jakiś czas temu, że pies się po prostu starzeje (9 lat). Spacery nie są już takie jak kiedyś, zabawą szybko się nudzi. Jest dużym psem - 67 cm w kłębie, więc to i tak fajny wiek... ale rzeczywiście, muszę dać mu trochę spokoju.
    Dziękuję za ten wpis, bo dał mi wiele do myślenia!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że się w porę zorientowałaś. Ten etap psiego życia też można uczynić ciekawym i niezwykłym, choć będzie zupełnie inny niż z psem silnym, tryskającym energią :) Poznać psa od innej strony, to też cenne doświadczenie. No i znowu nauka tego, czego pies potrzebuje - jak kilka lat wstecz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam to... Pozdrawia właścicielka 12 letniego psa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale się z Tobą zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Całe szczęście Inka, mimo swojej 7, jest pełna energii i zapału. Mogę wręcz powiedzieć, że jest z nią lepiej, niż wcześniej.
    Mocca ma dopiero niecałe 3 latka, więc też fajnie :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Do bardziej odpowiedzialnego podejścia do psa trzeba dojrzeć, sama doszłam ostatnio do takich wniosków.
    Druga sprawa, myślę że to może wywołać więcej kontrowersji... Wiem teraz że trzy psy to dużo. W moim przypadku jeden z nich ma być moim mistrzem obi - jest młody, trenuje codziennie. Drugi nie trenuje teraz w ogóle. Trzeci trenuje od dawna, dawniej codziennie, dziś raz na kilka dni. Skąd taki układ? Nie wyrabiam czasowo i energetycznie żeby trenować z nimi wszystkimi na najwyższych obrotach, i nie potrzebujemy tego. Teraz dowalę - treningi z najmłodszym zwyczajnie najbardziej mi się opłacają, bo to z nim zamierzam za kilka lat wygrywać. Kermit nie trenuje bo on tego nie chce ani mi do szczęścia nie potrzeba tego mozolnego dłubania z nim i męczenia się po kolejnych nieudanych treningach. Sonia trenuje rzadziej bo kiedy mam jakiegoś dnia czas na jeden trening, wybieram Evera. Sonia postartuje w zawodach może jeszcze jeden sezon, może dwa, a może nawet mniej. Wiem że już raczej niewiele więcej z nią osiągnę. Za swój obowiązek uważam spacer przynajmniej godzinny, codziennie z całą trójką lub każdym z nich. Niewiele psów do szczęśliwego życia potrzebuje treningów, a wiem jak moje lubią biegać po łąkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, nie ma co robić nic na siłę i się męczyć. Ja wiem ze z Majlem i tak nigdy w życiu nie będę mogła wystartować w żadnych zawodach, pojechać na obóz itp. To nie dla niego. Mamy też duże problemy z emocjami, agresja i zachowaniem u niego co głównie wszystko utrudnia. Ale o tym mam w planach napisać osobny post...

      Usuń

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią o poście: