Plan naprawczy

sierpnia 08, 2018

Od kilku miesięcy Triko zaczął sprawiać coraz więcej problemów w życiu codziennym. Są one na tyle poważne, że bardzo utrudniają spokojne funkcjonowanie. Ale od początku - jak to się stało? Triko miał być psem idealnym, grzecznym, zsocjalizowanym, bezproblemowym, takim z którym będę mogła wyjść z domu i nie martwić się wszystkim co nas do okoła otacza. I nawet taki był! Do czasu... gdy skończył pół roku i wszedł w tak zwany okres buntowniczy. Wtedy wszystko się posypało. Na spacerach zaczął uciekać, gonić zwierzynę, ptaki, rzucać się z ryjem na przejeżdżające rowery, auta, na obcych ludzi, biegaczy (...), zaczął też wpadać w konflikty z psami - samcami i generalnie często mieć mnie i moje zdanie w głębokim poważaniu (delikatnie mówiąc). W międzyczasie został na naszej wsi napadnięty przez wałęsające się bez kontroli właścicieli psy co tylko spotęgowało jego nienawiść do psów.
Pewnie myślicie czemu nie wzięłam się za to wcześniej, skoro te problemy zaczęły się już prawie rok temu? Kurczę w sumie sama nie wiem, zaczęła się szkoła, moje późne przyjazdy do domu, szybkie spacery na pola i z powrotem. Coś tam próbowałam to ogarnąć, trochę tak, a trochę nie - najważniejsze są efekty, których nie ma. Chyba wolałam unikać źródła problemów i bodźców, które je wywołują niż z nimi walczyć. Nawet nie przeczę, że tak nie było. No trudno, jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Po ostatnich przykrych dla mnie doswiadczeniach związanych z zachowaniem Triko po prostu trafiło do mnie, że kurde, trzeba coś z tym w końcu zrobić. Mam już dosyć ciągłego kontrolowania środowiska, czajenia się czy mogę wyjść bezpiecznie z domu, czy nic nie jedzie, nie idzie. To przecież nie jest życie! Koniec z tym, bierzemy się do roboty. Co prawda warunki mamy do tego kiepskie. Mieszkamy na wsi, takiej totalnej dziurze, na uboczu, do wioski wyjść nie wyjdę bo zaraz napadnie nas zgraja psów, a to tylko pogłębiło by problem, one nawet pod naszym domem potrafią biegać... Ale jakoś musimy sobie poradzić, rzadko mam okazję gdzieś dojechać, ale zauważyłam, że właśnie na naszej wsi Triko zachowuje się zdecydowanie najgorzej.
Dlatego, aby się z tym wszystkim uporać postanowiłam napisać plan naprawczy. Lubię mieć rozpisanie co i jak, wtedy mam większą motywację. 
Problemy:
  • przywołanie Triko ma w miarę ogarnięte, ale nie jest jeszcze idealne,  gorzej z odwołaniem i rezygnacją np. z biegnącej sarny, jadącego roweru
  • gonienie i rzucanie się na szybko poruszające się obiekty: rowery, biegaczy, skutery, motory, dzieci na hulajnogach itp.
  • szczekanie na obcych ludzi i na dźwięk dzwonka do drzwi
  • negatywny stosunek do psich samców, szukanie zaczepki, szczekanie, rzucanie się, problem z mijaniem psów za ogrodzeniem i na spacerach
  • zaburzona relacja pies-przewodnik - od jakiegoś czasu nie jest z nami dobrze...
  • dodatkowo zauważyłam, że Triko nie czyta/nie respektuje sygnałów uspokajających od innych psów. Przykładowo: zaczepia innego psa, drugi pies wyraźnie go odgania i nie ma ochoty na zaczepki z jego strony, a on zamiast odpuścić to jeszcze bardziej się nakręca i dalej zaczepia psa.
  • środowisko jest dla niego dużym rozproszeniem
No dobra, ale co z tym robimy? 
Z odwoływaniem miałam dać mu szanse do końca wakacji, a potem jeśli efekty byłyby mizerne miałam sięgnąć po OE, stwierdziłam jednak, że 2 miesiące to jest zdecydowanie za mało jak na nasz problem i postanowiłam pracować nad tym do końca roku, a najdalej do jego 2 urodzin (czyli do lutego) chyba, że wcześniej będę już pewna, że nic dalej nie zdziałamy to wtedy będę zmuszona użyć obroży elektrycznej. Chciałabym bardzo tego uniknąć i będę próbować wszystkich metod jakie tylko wpadną mi do głowy i będą wydawały się skuteczne, ale w razie gdyby to nic nie dało to jeszcze bardziej nie chcę trzymać go całe życie na smyczy. To jest męczarnia, zarówno dla niego jak i dla mnie. Na razie plan jest taki, że będę nagradzać go za rezygnację z przebiegającego zająca itp. Jeśli na smyczy/lince będzie w stanie zrezygnować z takiej atrakcji, nie będzie zrywał się do biegu, czaił, szarpał na smyczy za swoją ,,zdobyczą" i zachowywał przy tym spokój to wtedy weźmiemy się za odwoływanie. Bo jeśli nie będzie potrafił zrezygnować to równocześnie się też nie odwoła. Co do pozostałych typu: rowery, biegacze, motory, psy to będę ćwiczyć z nim głównie samokontrolę i zachowywanie spokoju przy wyżej wymienionych czyli:
widzę, że coś/ktoś jedzie/idzie/biegnie to biorę go na bok, skupiam na sobie, odwracam uwagę, karzę mu zostać i nagradzam za spokojne zachowanie/kontakt wzrokowy do skutku, aż nie będzie ich ignorował. Właściwie większość naszych problemów wynika z braku kontrolowania przez Triko emocji i wtedy on wybucha, chce gonić, dopaść swoją zdobycz niezależnie co to jest. Rusza się szybko=muszę to złapać. Zastanawiam się czy to nie jest może skutek tzw. agresji łowieckiej. Może ktoś z was ma doświadczenie, albo jakiekolwiek informacje na ten temat? Będę naprawdę ogromnie wdzięczna za każdą nawet najmniejszą wskazówkę!
Z psimi pobratymcami jest chyba to samo, nadmiernie się ekscytuje. Chyba samokontrola, odwracanie uwagi i nagradzanie za spokój będzie dobrym rozwiązaniem. Nic innego nie przychodzi mi aktualnie do głowy. Co do psów za ogrodzeniem to chcę codziennie przechodzić naszą uliczką obok takich psów za płotem na które Triko zawsze się rzuca. Będę działać stopniowo, najpierw z dużej odległości i stopniowo będę ją zmniejszać.
A nasza relacja? No cóż, ostatnio nie jest najmocniejsza, głównie przeze mnie i to, że te wszystkie problemy przysparzają mi mnóstwo frustracji i nerwów co niestety dało się we znaki. Muszę też popracować nad sobą i to równie solidnie, bo inaczej posypie się dosłownie wszystko i jeszcze więcej... To też przełożyło się pewnie na skupienie na mojej osobie, bo po co się mną interesować skoro jestem wielkim kłębkiem nerwów i złych emocji, zdecydowanie nie warto. Nawet mu się nie dziwię, ale nie mam co się dziwić tylko zmienić się w czasie natychmiastowym i panować, panować nad sobą!
W temacie CS'ów i tego, że Triko ich nie ogarnia to nie wiem czy jestem w ogóle w stanie coś zrobić. Ten typ tak ma? Serio, nie mam pojęcia.

Teraz nie pozostało już nic jak tylko wziąć się do roboty, samo się nie zrobi. Będę informować jak nam idzie. Trzymajcie za nas kciuki i podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami i sposobami jakie podziałały u Waszych psów, będę wdzięczna! :)

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Z odwołaniem też dalej walczymy - o dziwo do mew nawet nie biega, ale pewnie ma do tego swoje powody. Powodzenia i czekam na częste podsumowania waszej pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że trzymam za Abi kciuki! :) W końcu musi nam się udać.
      Będę starała się informować w miarę na bieżąco.

      Usuń
  2. Mamy podobne 'problemy' co do relacji pies-pies, a post dał małą iskierkę motywacji do działania dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się zachęcić Cię do działania. I trzymam za Was mocno kciuki! :)

      Usuń
  3. To jest aż przerażające jak twój opis niektórych problemów Trika przypomina mi niegdysiejsze Kibulkowe :D. Co do odwołania na spacerach Kiba też z tym miała różnie i czasami nadal mózg potrafi zrobić reset, pomogło traktowanie jej jak małego szczeniaczka zaczynającego tą zabawę od zera czyli skarmianie za każde dobrowolne podejście, za każdą udaną akcję odwołania w momentach w których byłam pewna zwycięstwa. Aktualnie łatwiej jest jej się odwołać od sarny czy bociana niż od rowerzysty. Mimo wszystko w obcych lasach chodzi na smyczy ze względu na dobrostan pozostałych zwierzaków. Co do gonienia szybko poruszających się ludzi i maszyn jest o wiele trudniej i musisz uzbroić się w całe pokłady cierpliwości, sposób który przedstawiłaś działa ale np u Kibulki połowicznie, ona się wycwaniła i na smyczy wie że nie wolno nic ganiać ani szczekać nawet jeśli to kilkumetrowa linka natomiast po odpięciu wracamy do ciągłej kontroli, przy takich pieskach chyba nie jest możliwe całkowite wyluzowanie się i na widok potencjalnej "ofiary" lepiej psa wcześniej odwołać niż czekać czy dziś pobiegnie czy nie. Jeszcze pomogły nam spacery wyciszające czyli zamiast ciągłego ruchu ja sobie siadam na ławeczce a Kiba kładzie się obok, czasem z gryzaczkiem i bez smyczy, ma być luz blus i fajnie to na nią wpływa :). Powodzenia w pracy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za napisanie swoich doświadczeń z Kibą! :D
      Właśnie tak robię, że nagradzam go za każde zwrócenie na mnie uwagi, podejście, reakcje na imię, na przywołanie. Jeśli jest "czysto" to fajnie działa jego móżdżek, ale jak właśnie coś pojawi się na horyzoncie to czasem nawet najlepsze przysmaki nie są w stanie odwrócić jego uwagi. Ostatnio w lesie gdy mijał nas biegacz to wpadł w taki szał, że aż go nie poznałam. Ciężka praca i mam nadzieję, że pójdziemy powoli do przodu, tylko nie mogę się poddawać, ani iść zbyt szybko. Myślę właśnie żeby wrócić z nim całkowicie do poziomu szkolenia szczeniaka, wypracować podstawy i zrobić wszystko porządnie od nowa. Czasem trzeba cofnąć się krok do tyłu, żeby zrobić dwa do przodu. :)

      Usuń

Podziel się swoją opinią o poście:

CZYTAM

Obserwatorzy