Kryzys, kryzys kryzysem pogania

listopada 18, 2018

Znowu cisza, znowu przerwa, znowu nic... Był plan, miały być posty podsumowujące naszą pracę, ewentualne postępy, wnioski itp. Jak to mówią miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Serio, wstydzę się sama przed sobą i mega mi głupio, że ciągle coś zaczynam, mówię, że będzie to i tamto, a na gadaniu tylko się kończy, bo i tak nic nie zmieniam i robię dalej to samo. Układam sobie wszystko w głowie, że koniec z robieniem tego, że zacznę robić wszystko inaczej, że zmienię podejście, bo chcę, żeby w końcu było dobrze, ale jak zwykle na nic się to zdaje. Znowu nawalam, popełniam po raz tysiąc pięćset sto dziewięćsetny te same głupie, beznadziejne błędy, a potem mam  żal i pretensje sama do siebie, że się stało, że ponownie zrobiłam to nie tak jak miało być.

Jak już jest dobrze, robimy krótki trening, bawimy się szarpakiem, jest zajebiście, pies się stara, ja się cieszę i wszystko idzie jak po maśle. I byłoby pięknie gdybym niedługo po tym nie stawiała mu nagle wymagań wyrąbanych w kosmos. I niby gdzieś w świadomości mam to, że to jeszcze za wcześnie, że on jeszcze nie jest w stanie tego zrobić, ale głupia łudzę się, że "a może", ale oczywiście się nie udaje i co robi wtedy głupi przewodnik (ja), oczywiście wylewa tonę frustracji na psa - dlaczego on nie może tego zrobić?!? Pies oczywiście psychicznie jest już zmiażdżony, nie wie co jest grane, a ja dalej wymagam i wściekam się... Nosz kurde, po takiej sytuacji mam ochotę zasadzić sobie porządnego kopa w dupę i walnąć w łeb. Bo znowu musiałam wszystko spieprzyć. I mega współczuje temu psu takiego "przewodnika", chociaż tfu takiej osoby to przewodnikiem psa nie godzi się nazwać. Niestety, ale taka jest prawda z której ,cholerka, zdaje sobie sprawę. Relacja pies-przewodnik jest tutaj totalnie spieprzona. Bynajmniej nie z winy psa, bo on stara się jak może i serio jest kochany, że jeszcze do końca się na mnie nie wyrąbał i dalej próbuje, ale kurde nie daje rady, bo ma 43 cm, a poprzeczna podniesiona a metr dziewięćdziesiąt osiem i pół. (tak, wiem, że pisałam posta o podnoszeniu poprzeczki, szkoda, że najwyraźniej nie umiem wyciągać wniosków z własnych przemyśleń). I niby mam na co zwalić, szalejące problemy z tarczycą niby robią swoje, ale to nie powinno być żadne usprawiedliwienie, bo zanim się obejrzę będzie już za późno i będę mogła sobie w dupę wsadzić te wszystkie plany, cele, smakołyki, zabawki, treningi (...) bo mój własny pies się na mnie i na to wszystko wypnie (co po części już dało się we znaki).
Przedstawiam filmik z dzisiejszego spaceru, chwilka prostych ćwiczonek i zabawa szarpaczkiem, kiedy jeszcze emocje były na właściwym poziomie, a ambicje nie zaczęły sięgać zawyżonego poziomu. Sama oglądam i patrzę jak ten piesek bardzo się stara, mimo wszystko. Patrzę i wiem, że dostałam zajebistego psa, nieoszlifowany diament, z którego zamiast robić brylant to ...  w sumie sama nie wiem co. Wzięłam młotek i rozwaliłam, a teraz muszę wziąć klej i jakoś to pozbierać i skleić. No patrzcie tylko na tego gagatka:

Czemu ma służyć ten post? Wiem jedno, musiałam się wygadać, od tego mam ten blog i nie ukrywam, że liczę na jakiś porządny opieprz, wirtualnego kopniaka (porządnego proszę!).
Wiem jedno, muszę przestać tyle gadać, tylko otrząsnąć się, przestać wymagać za dużo i za wcześnie, ogarnąć to co robie, swoje okropnie emocje, wrzucić na luz, bo tak jak do tej pory to daleko nie zajadę (no chyba, że do wariatkowa :P ). Chętnie przeczytam, czy u was też jest/było podobnie, jak sobie z tym poradziliście i wyszliście na prostą. Jeśli o tym pisaliście u siebie na blogu to podeślijcie mi link :) No i jak zwykle trzymajcie kciuki, tym razem za mnie!



You Might Also Like

8 komentarze

  1. Doskonale rozumiem rozlarozładowy negatywnych emocji na psie. Też muszę nad tym popracować. A na filmiku Triko bardzo fajnie pracuje i się skupia. Trzymam za was kciuki ! ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, często wymagamy od psa, a zapominamy że my też mamy sobie wiele do zarzucenia i pracownia nad sobą.

      Usuń
  2. Ostatnie mam podobnie z Hope. Pies się stara zawsze i daje z siebie 100%, a ja gdzieś tam wymagam 150% mimo, że w głowie mam "hej ale rób to co może, nie od razu Rzym zbudowano" to i tak...
    Przesyłam mocnego internetowego kopa motywacyjnego!
    A jeśli chcesz to możemy w sumie pogadać na pw, taka luźna rozmowa, podobno w kupie raźniej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, ja też mam takie coś zawsze w głowie, a potem i tak przesadzam z wymaganiami :p
      Co do pogadania to może kiedyś się odezwę, ale szczerze to u mnie trochę ciężko bo jestem dość nieśmiała i nieco zamknięta w sobie :P Ale bardzo dziękuję za propozycję, może się wkrótce odważe :D

      Usuń
  3. Nie wiem jak jest u Was na co dzień, ale na filmiku Triko naprawdę się stara, praktycznie nie spuszcza z Ciebie wzroku i zdecydowanie zasługuje na pochwałę oraz docenienie ;) Ale znam takie poczucie 'niedosytu' i myśl, że przecież zawsze może być lepiej, można zrobić więcej. Ja tak mam, jak zabieram się za naukę czegoś nowego - kiedy widzę, że psu idzie dobrze, nagle uznaję, że nauczy się wszystkiego przy jednym posiedzeniu i zamiast rozbić na parę sesji, to próbuję zamknąć się w jednej/dwóch i ostatecznie nic nie jest dopracowane. Trzeba wziąć głęboki oddech i ćwiczyć się w cierpliwości, póki pies ją jeszcze do nas ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On jest super psem, ja mam również zawsze problem z powiedzeniem "dość" i często właśnie przekraczam pewną granicę w której on da radę coś zrobić, przez co też dodatkowo się frustruję, to się na nim odbija i tak ciągle i ciągle :/ Ciężka praca przede wszystkim nad sobą.

      Usuń
  4. Kurde, robię to samo! Wiem że nie powinnam, a robię - własne frustracje wylewam na psa.
    Triko jest naprawdę super psem, życzę ci powodzenia i dużo siły do pracy nad sobą. Dasz radę (jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało)! <3

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią o poście:

CZYTAM

Obserwatorzy