1 tydzień temu
Przez ostatni kawałek czasu wpadło w nasze ręcę sporo nowych rzeczy, więc postanowiłam trochę pochwalić się naszymi nabytkami :)
Na początek trochę obikowych akcesoriów:
KWADRAT wygrany w zawodach Obi u Hrabiego. Gdy zobaczyłam go w torbie z nagrodami to od razu się ucieszyłam! Miałam w planach już od dłuższego czasu go kupić lub zrobić, ale jakoś nie mogłam się za to zabrać - teraz już nie muszę :D Niestety nie dostaliśmy w zestawie śledzi mocujących go do podłoża.
KOZIOŁEK Z PIANKOWYMI BOCZKAMI w rozmiarze S - również wygrany na tych samych zawdach co kwadrat. Dzięki piankowym boczkom mogę rzucać nim w domu o podłogę i nie martwić się o obijanie paneli.
PACHOŁKI PLASTIKOWE 18cm (6 sztuk) - kupione w zestawie na allegro za jakieś 19 zł.
PACHOŁEK SKŁADANY - polowałam na niego od dłuższego czasu, aż w końcu jakiś miesiąc temu zobaczyłam na obikowej grupie na facebooku informację, że pojawiły się one w Netto za niecałe 20 zł. Wiedziałam już, że muszę go mieć i udało mi się.
TARGET I PATYCZKI WĘCHOWE - kupione już dawno na toys4dogs.
Zabawki:
SZARPAK Z OWCY SIRIUS w rozmiarze S - Triko uwielbia!
KOŚĆ TYPU KONG GOODIE BONE z biedronki - kosztowała niecałe 10 zł, fajna do mrożenia, wtedy zajmuje psa na dłużej.
PIŁKA AŻUROWA rozmiar L - zawsze chciałam ją mieć no i mam. Majlo na jej punkcie oszalał, Triko na początku nie rozumiał jak on ma się tym szarpać, ale nie popuściłam mu i jest już coraz lepiej :)
SZARPAKOMOPY własnej roboty. Kupiłąm w Pepco oba mopy za 15 złotych, zszyłam po bokach i mam teraz super szarpaki w świetnych kolorach.
DYSKI O'CANIS - dostaliśmy je podczas dnia otwartego w Animal Active we Wrocławiu. Niebieski jest wykonany ze zwykłego plastiku, więc nie będziemy się nim bawić, ale znalazłam już dla niego zastosowanie jako podkładka do odłożonej nagrody w postaci jedzenia. Ten drugi to po prostu sznurowe ringo złączone materiałem nylonowym - wykorzystuje go do szarpania. Triko nie pała do niego miłością, ale dążę do tego, aby bawił się obojętnie czym mu zaproponuje więc nie poddaje się tak samo jak przy ażurce i pokazuję, że też można się nim fajnie bawić.
Coś do zdjedzenia:
KARMA BRIT CARE ENDURANCE - czarny je ją już dłuższy czas, ale ostatnio coś zaczął gorzej ją przyswajać, więc następnym razem wypróbujemy chyba czegoś nowego.
KARMA BRIT CARE GIANT dla łaciatego
L-KARNITYNA od Pokusy - kupiłam na okres letnio-wakacyjny w celu lepszej regeneracji Trikacza oraz jako dodatkową dawkę energii. Widzę bardzo fajne efekty.
BIOPROTECT probiotyk - Triko brał w lipcu przez około dwa tygodnie antybiotyk, więc kupiłam go aby pomóc jego mikroflorze jelitowej.
DOLFOS ISOTONIC - aby uzupełniać elektrolity podczas upałów, treningów itp. Opakowanie ma 250 gramów i kosztowało niewiele ponad 17 zł, a na pewno starczy nam na dłużej.
KOŚCI DO GRYZIENIA CHILABOO - w tamtym roku dostałam od firmy Chilaboo kilka gryzaków do sprawdzenia na psach. Psy były bardzo zadowolone, kości mają fajny naturalny skład, bez barwników, więc kiedy ostatnio zobaczyłam, że pojawiły się w Lidlu stwierdziłam, że wezmę kilka sztuk.
POROŻE JELENIA - moje znalezisko z tamtego roku. Wcześniej jakoś nie wpadłam na to, aby dać je psu jako gryzak. Co prawda wiedziałam o tym, że sprzedaje się poroże jako gryzaki dla psów, ale stwierdziłam, że pewnie ich to nie zainteresuje. Majlo faktycznie ma poroże w nosie, za to Triko jak znalazł je któregoś dnia w garażu to był mega podekscytowany, więc wyparzyłam je w gorącej wodzie i dałam mu. Teraz leży u mnie w pokoju na dywanie, a Triko w chwilach nudy łapie za nie i żuje.
Akcesoria spacerowe:
LINKA 10m - potrzebna do walki z przywołaniem
LINKA 5m - zrobiłam ją na wyjazd nad morze, aby Triko mogł chodzić w miarę swobodnie po plaży. Teraz chodzimy z nią praktycznie codziennie na spacery.
SZELKI GUARD - kupione na szybko w chińskim markecie przed wyjazdem nad morze. Poprzednie szelki już były na wykończeniu i potrzebowałam pilnie coś kupić. Kosztowały 13,90 zł więc na jakiś czas mogą być. Niestety mają nieregulowany za krótki pasek między łapami przez co ocierają psa trochę w pachy. Póki co nam służą, a ja szukam jakiejś lepszej alternatywy.
OBROŻA I SMYCZ z Pepco - nie miałam w domu żadnej krótkiej smyczy, a w pepco była wyprzedaż artykułów zwierzęcych więc kupiłam zestaw razem z obrożą za 4,99. Smycz jest bardzo miękka, ale jej kolor bolał mnie w oczy przez następne parę dni - teraz już się przyzwyczaiłam. Obrożę tymczasowo Triko nosi do adresówki.
SMYCZ DINO - kolejna krótka, którą dostałam od siostry miesiąc po tym jak kupiłam tą z Pepco. Ta jest jednak porządniejsza i gumowana.
NERKA - moja poprzednia nerka z biedronki też już skończyła swój żywot, więc będąc na targu w mieście wyhaczyłam tą moro za 15 zł. Ma 3 komory, nie widać na niej brudu i sprawdza się dość fajnie. W środku jest tak jakby ogumowana, więc po śmierdzących smaczkach wystarczy ją tylko przepłukać wodą.
Inne:
KAMERKA SJCAM4000 - mała, poręczna kamerka sportowa za niską cenę. Nagrywam nią treningi, spacery i wszystko co się da. Jestem z niej bardzo zadowolona.
PUDŁO NA AKCESORIA TRENINGOWE z pepco
TORBA NA WYJAZDY z pepco :P ( tak wiem, dużo kupiłąm w tym pepco)
KAGANIEC plastikowy do podróżowania autobusami, pociągami, tramwajami...
POJEMNIK NA KUPOWORKI - poprzedni zepsułam, ale to i dobrze - tamten był brzydki i się otwierał.
KAMIZELKI CHŁODZĄCE Aquacoolkeeper w rozmiarze S - szukają nowych właścicieli. Tak to jest jak się kupuje pod wpływem impulsu typu "wszyscy mają to ja też będę mieć kamizelkę chłodzącą". Kupiłam dla Majla i dla Triko, ale Majlo jej nie potrzebuje, a Triko radzi sobie świetnie bez kamizelki, więc nie będę go bez potrzeby ochładzać. Więc leżą tak obie w szafie, a ja teraz zbieram pieniądze na badania Triko więc może ktoś chciałby dla swojego pieska? Nową nieużywaną sprzedaję za 100 zł, a używaną przez Triko z dwa razy za 90 zł. ;) (możliwa negocjacja)
DERKA TRIXIE - Triko chodził w niej w zimie, podczas mrozów. Nie jest specjalnie gruba, ma jedynie polarek pod spodem, ale dla niego była jak na razie wystarczająca, tymbardziej, że na zimę ma zapuszczoną kupę kłaków. Może w tym roku kupię kombinezon, ale nie wiem czy zapowiada nam się sroga zima :P
Od kilku miesięcy Triko zaczął sprawiać coraz więcej problemów w życiu codziennym. Są one na tyle poważne, że bardzo utrudniają spokojne funkcjonowanie. Ale od początku - jak to się stało? Triko miał być psem idealnym, grzecznym, zsocjalizowanym, bezproblemowym, takim z którym będę mogła wyjść z domu i nie martwić się wszystkim co nas do okoła otacza. I nawet taki był! Do czasu... gdy skończył pół roku i wszedł w tak zwany okres buntowniczy. Wtedy wszystko się posypało. Na spacerach zaczął uciekać, gonić zwierzynę, ptaki, rzucać się z ryjem na przejeżdżające rowery, auta, na obcych ludzi, biegaczy (...), zaczął też wpadać w konflikty z psami - samcami i generalnie często mieć mnie i moje zdanie w głębokim poważaniu (delikatnie mówiąc). W międzyczasie został na naszej wsi napadnięty przez wałęsające się bez kontroli właścicieli psy co tylko spotęgowało jego nienawiść do psów.
Pewnie myślicie czemu nie wzięłam się za to wcześniej, skoro te problemy zaczęły się już prawie rok temu? Kurczę w sumie sama nie wiem, zaczęła się szkoła, moje późne przyjazdy do domu, szybkie spacery na pola i z powrotem. Coś tam próbowałam to ogarnąć, trochę tak, a trochę nie - najważniejsze są efekty, których nie ma. Chyba wolałam unikać źródła problemów i bodźców, które je wywołują niż z nimi walczyć. Nawet nie przeczę, że tak nie było. No trudno, jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Po ostatnich przykrych dla mnie doswiadczeniach związanych z zachowaniem Triko po prostu trafiło do mnie, że kurde, trzeba coś z tym w końcu zrobić. Mam już dosyć ciągłego kontrolowania środowiska, czajenia się czy mogę wyjść bezpiecznie z domu, czy nic nie jedzie, nie idzie. To przecież nie jest życie! Koniec z tym, bierzemy się do roboty. Co prawda warunki mamy do tego kiepskie. Mieszkamy na wsi, takiej totalnej dziurze, na uboczu, do wioski wyjść nie wyjdę bo zaraz napadnie nas zgraja psów, a to tylko pogłębiło by problem, one nawet pod naszym domem potrafią biegać... Ale jakoś musimy sobie poradzić, rzadko mam okazję gdzieś dojechać, ale zauważyłam, że właśnie na naszej wsi Triko zachowuje się zdecydowanie najgorzej.
Dlatego, aby się z tym wszystkim uporać postanowiłam napisać plan naprawczy. Lubię mieć rozpisanie co i jak, wtedy mam większą motywację.
Problemy:- przywołanie Triko ma w miarę ogarnięte, ale nie jest jeszcze idealne, gorzej z odwołaniem i rezygnacją np. z biegnącej sarny, jadącego roweru
- gonienie i rzucanie się na szybko poruszające się obiekty: rowery, biegaczy, skutery, motory, dzieci na hulajnogach itp.
- szczekanie na obcych ludzi i na dźwięk dzwonka do drzwi
- negatywny stosunek do psich samców, szukanie zaczepki, szczekanie, rzucanie się, problem z mijaniem psów za ogrodzeniem i na spacerach
- zaburzona relacja pies-przewodnik - od jakiegoś czasu nie jest z nami dobrze...
- dodatkowo zauważyłam, że Triko nie czyta/nie respektuje sygnałów uspokajających od innych psów. Przykładowo: zaczepia innego psa, drugi pies wyraźnie go odgania i nie ma ochoty na zaczepki z jego strony, a on zamiast odpuścić to jeszcze bardziej się nakręca i dalej zaczepia psa.
- środowisko jest dla niego dużym rozproszeniem
Z odwoływaniem miałam dać mu szanse do końca wakacji, a potem jeśli efekty byłyby mizerne miałam sięgnąć po OE, stwierdziłam jednak, że 2 miesiące to jest zdecydowanie za mało jak na nasz problem i postanowiłam pracować nad tym do końca roku, a najdalej do jego 2 urodzin (czyli do lutego) chyba, że wcześniej będę już pewna, że nic dalej nie zdziałamy to wtedy będę zmuszona użyć obroży elektrycznej. Chciałabym bardzo tego uniknąć i będę próbować wszystkich metod jakie tylko wpadną mi do głowy i będą wydawały się skuteczne, ale w razie gdyby to nic nie dało to jeszcze bardziej nie chcę trzymać go całe życie na smyczy. To jest męczarnia, zarówno dla niego jak i dla mnie. Na razie plan jest taki, że będę nagradzać go za rezygnację z przebiegającego zająca itp. Jeśli na smyczy/lince będzie w stanie zrezygnować z takiej atrakcji, nie będzie zrywał się do biegu, czaił, szarpał na smyczy za swoją ,,zdobyczą" i zachowywał przy tym spokój to wtedy weźmiemy się za odwoływanie. Bo jeśli nie będzie potrafił zrezygnować to równocześnie się też nie odwoła. Co do pozostałych typu: rowery, biegacze, motory, psy to będę ćwiczyć z nim głównie samokontrolę i zachowywanie spokoju przy wyżej wymienionych czyli:
widzę, że coś/ktoś jedzie/idzie/biegnie to biorę go na bok, skupiam na sobie, odwracam uwagę, karzę mu zostać i nagradzam za spokojne zachowanie/kontakt wzrokowy do skutku, aż nie będzie ich ignorował. Właściwie większość naszych problemów wynika z braku kontrolowania przez Triko emocji i wtedy on wybucha, chce gonić, dopaść swoją zdobycz niezależnie co to jest. Rusza się szybko=muszę to złapać. Zastanawiam się czy to nie jest może skutek tzw. agresji łowieckiej. Może ktoś z was ma doświadczenie, albo jakiekolwiek informacje na ten temat? Będę naprawdę ogromnie wdzięczna za każdą nawet najmniejszą wskazówkę!
Z psimi pobratymcami jest chyba to samo, nadmiernie się ekscytuje. Chyba samokontrola, odwracanie uwagi i nagradzanie za spokój będzie dobrym rozwiązaniem. Nic innego nie przychodzi mi aktualnie do głowy. Co do psów za ogrodzeniem to chcę codziennie przechodzić naszą uliczką obok takich psów za płotem na które Triko zawsze się rzuca. Będę działać stopniowo, najpierw z dużej odległości i stopniowo będę ją zmniejszać.
A nasza relacja? No cóż, ostatnio nie jest najmocniejsza, głównie przeze mnie i to, że te wszystkie problemy przysparzają mi mnóstwo frustracji i nerwów co niestety dało się we znaki. Muszę też popracować nad sobą i to równie solidnie, bo inaczej posypie się dosłownie wszystko i jeszcze więcej... To też przełożyło się pewnie na skupienie na mojej osobie, bo po co się mną interesować skoro jestem wielkim kłębkiem nerwów i złych emocji, zdecydowanie nie warto. Nawet mu się nie dziwię, ale nie mam co się dziwić tylko zmienić się w czasie natychmiastowym i panować, panować nad sobą!
W temacie CS'ów i tego, że Triko ich nie ogarnia to nie wiem czy jestem w ogóle w stanie coś zrobić. Ten typ tak ma? Serio, nie mam pojęcia.
Teraz nie pozostało już nic jak tylko wziąć się do roboty, samo się nie zrobi. Będę informować jak nam idzie. Trzymajcie za nas kciuki i podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami i sposobami jakie podziałały u Waszych psów, będę wdzięczna! :)
widzę, że coś/ktoś jedzie/idzie/biegnie to biorę go na bok, skupiam na sobie, odwracam uwagę, karzę mu zostać i nagradzam za spokojne zachowanie/kontakt wzrokowy do skutku, aż nie będzie ich ignorował. Właściwie większość naszych problemów wynika z braku kontrolowania przez Triko emocji i wtedy on wybucha, chce gonić, dopaść swoją zdobycz niezależnie co to jest. Rusza się szybko=muszę to złapać. Zastanawiam się czy to nie jest może skutek tzw. agresji łowieckiej. Może ktoś z was ma doświadczenie, albo jakiekolwiek informacje na ten temat? Będę naprawdę ogromnie wdzięczna za każdą nawet najmniejszą wskazówkę!
Z psimi pobratymcami jest chyba to samo, nadmiernie się ekscytuje. Chyba samokontrola, odwracanie uwagi i nagradzanie za spokój będzie dobrym rozwiązaniem. Nic innego nie przychodzi mi aktualnie do głowy. Co do psów za ogrodzeniem to chcę codziennie przechodzić naszą uliczką obok takich psów za płotem na które Triko zawsze się rzuca. Będę działać stopniowo, najpierw z dużej odległości i stopniowo będę ją zmniejszać.
A nasza relacja? No cóż, ostatnio nie jest najmocniejsza, głównie przeze mnie i to, że te wszystkie problemy przysparzają mi mnóstwo frustracji i nerwów co niestety dało się we znaki. Muszę też popracować nad sobą i to równie solidnie, bo inaczej posypie się dosłownie wszystko i jeszcze więcej... To też przełożyło się pewnie na skupienie na mojej osobie, bo po co się mną interesować skoro jestem wielkim kłębkiem nerwów i złych emocji, zdecydowanie nie warto. Nawet mu się nie dziwię, ale nie mam co się dziwić tylko zmienić się w czasie natychmiastowym i panować, panować nad sobą!
W temacie CS'ów i tego, że Triko ich nie ogarnia to nie wiem czy jestem w ogóle w stanie coś zrobić. Ten typ tak ma? Serio, nie mam pojęcia.
Teraz nie pozostało już nic jak tylko wziąć się do roboty, samo się nie zrobi. Będę informować jak nam idzie. Trzymajcie za nas kciuki i podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami i sposobami jakie podziałały u Waszych psów, będę wdzięczna! :)
Poprzedni tydzień urlopowaliśmy się nad naszym polskim morzem Bałtyckim, a dokładniej w miejscowości Międzyzdroje. To był mój pierwszy raz w życiu w którym pojechałam nad morze zabierając psa. Udało mi się namówić przeciwnie nastawionych do tego pomysłu rodziców, którzy powiedzieli, że jeśli znajdziemy nocleg z akceptacją psów to mogę zebrać ze sobą Triko. Gdyby jednak nocleg się nie znalazł to ja sama nie pojechałabym, bo nie zostawiłabym czarnucha cioci, która zawsze na czas naszej nieobecności przyjeżdża do naszego domu, pomieszkuje u nas i zajmuje zwierzakami, z uwagi na to, że Triko to taki pies "specjalnej troski", jest on w procesie szkolenia i sprowadzania do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, więc nie ryzykowałabym, że niedoświadczona w szkoleniu ciocia mogłaby całkiem nieświadomie coś zepsuć. Ale udało się znaleźć nocleg, którego właścicielka pozwoliła nam przyjechać z psem. Zaproponowała też pokój z balkonem, żeby piasek mógł sobie wyjść. Dobra, bierzemy!
Nad morze mamy ponad 500 km drogi, byliśmy ciekawi jak Triko to wytrzyma, ale stanął on na wysokości zadania i przespał spokojnie całą drogę w tę i z powrotem jedynie przewracając się z boku na bok i czasami podziwiając widoki za szybą.
Gdzie z psem w Międzyzdrojach?
Obecność psa w mieście nikomu nie przeszkadzała, spotykaliśmy dużą ilość czterołapów, nie tylko psy, ale także koty na spacerach na smyczy. Duża ilość restauracji jest przyjazna psom, w innych są np. stoliki na zewnątrz, gdzie pies nie sprawiał problemu, należy oczywiście trzymać psa przy sobie na smyczy tak, aby nie przeszkadzał pozostałym gościom. Zauważyłam, że większość ludzi jest pozytywnie nastawiona do psów, nie mniej jednak zdarzają się wyjatki, nie wszyscy lubią psy, niektórzy się ich boją i powinniśmy mieć to na uwadze będąc z czworonogiem w przestrzeni publicznej. Pamietajmy też o sprzątaniu po swoim psie. W Międzyzdrojach sa tzw. Psie pakiety, czyli dyspensery z woreczkami oraz koszem do którego można wrzucić zużyty woreczek. Szkoda tylko, że spora ilość jest pozbawiona woreczków, a niekiedy kosze były zapełnione po brzegi ludzkimi śmieciami, plastikowymi butelkami. Pomysł był świetny, ale powinien być ktoś kto na bieżąco uzupełnia zapasy woreczków i jakiś napis na koszu typu "Proszę nie wrzucać ludzkich śmieci" i byłoby idealnie. ;)
Wspaniałym miejscem jest Psia plaża, która znajduje się pomiędzy sektorem/wejsciem L i M. Psy mogą tam poszaleć, popływać do woli. To ich miejsce. Radziłabym jednak nie zapuszczać się dalej w lewą stronę, gdyż znajduje się tam plaża nudystów, osobiście nie polecam, ale co kto lubi :P Ja preferuje inny krajobraz na spacer z psem, haha.
Jeśli lubicie leśne, długie wyprawy to możecie drogą prowadzącą na plażę dla psów iść ciągle prosto przed siebie. Dalej rozciągają się liczne leśne ścieżki. My idąc ta drogą przeszliśmy 21 km (razem z powrotem), a to jeszcze nie był koniec. Uwaga jednak na rowerzystów, bo trochę ich przejeżdża.
Międzyzdroje znajdują się także na terenie Wolińskiego Parku Narodowego do którego jest zakaz wstępu z psami. Warto o tym wiedzieć.
Triko nad morzem
Gdy pierwszy raz przyszłam z nim na plażę to był istny szał ciał, tyle piasku, tyle zabawy, kopanie dołów, tarzanie, bieganie... sporo by wymieniać :D Ale morze to jest ogromny potwór, którego fale obijające się o brzeg to złowieszcze macki pragnące schwytać twoje psie ciałko i wessać do ciemnego środka, więc koniecznie trzeba zagrać z nimi w grę polegająca na łapaniu ich oraz obszczekiwaniu. Krótko mówiąc było śmiesznie. Niestety Triko za Chiny ludowe nie dał się zaciągnąć głębiej jak tylko mocząc łapki, tym samym skutecznie rujnując moje marzenie o wspólnym pływaniu w morzu (smuteczek). Jednego dnia postanowiłam wziąć mojego dzielnego pieska na rączki, wejść do wody trochę powyżej kolana i delikatnie go tam wsadzić, aby pokazać mu, że to nie boli. Gdy go włożyłam to zaczął pływać stylem na desperata z miną mówiącą: ratunku ja się topie, ta woda jest mokra, potwór mnie zjada, mamo ratuj, ginę, umieram, HELP MI!!! I zaczął wspinać się na mnie robiąc piękne, czerwone, długie zadrapania na moich nogach. Tak skończyła się próba zamoczenia maminsynka i boidoopy w morzu, a to wszystko nie trwało dłużej niż jakieś 5 sekund. :P Może kiedyś się przełamie, kiedyś...
Po za tym było super. Triko był na wyjeździe grzecznym pieskiem, na plaży bawił się i szarpał zabawkami (w tym frisbee!), dwa razy uciekł mi do psa i mewy, ale po chwili się odwołał :) Na plaży chodził na 5 metrowej lince.
W przedostatni i ostatni dzień spotkaliśmy się z Justyną i Suzi - zaliczyliśmy w te dwa dni porogodzinny spacer po plaży. Miło było, że mieliśmy towarzystwo.
Tygodniowy pobyt bardzo szybko minął i bardzo dobrze, że udało nam się tam pojechać mimo, że wolę zdecydowanie góry, które mam nadzieję zaliczymy w końcu za rok, ale może nad morze też wpadniemy.
Nad morze mamy ponad 500 km drogi, byliśmy ciekawi jak Triko to wytrzyma, ale stanął on na wysokości zadania i przespał spokojnie całą drogę w tę i z powrotem jedynie przewracając się z boku na bok i czasami podziwiając widoki za szybą.
Gdzie z psem w Międzyzdrojach?
Obecność psa w mieście nikomu nie przeszkadzała, spotykaliśmy dużą ilość czterołapów, nie tylko psy, ale także koty na spacerach na smyczy. Duża ilość restauracji jest przyjazna psom, w innych są np. stoliki na zewnątrz, gdzie pies nie sprawiał problemu, należy oczywiście trzymać psa przy sobie na smyczy tak, aby nie przeszkadzał pozostałym gościom. Zauważyłam, że większość ludzi jest pozytywnie nastawiona do psów, nie mniej jednak zdarzają się wyjatki, nie wszyscy lubią psy, niektórzy się ich boją i powinniśmy mieć to na uwadze będąc z czworonogiem w przestrzeni publicznej. Pamietajmy też o sprzątaniu po swoim psie. W Międzyzdrojach sa tzw. Psie pakiety, czyli dyspensery z woreczkami oraz koszem do którego można wrzucić zużyty woreczek. Szkoda tylko, że spora ilość jest pozbawiona woreczków, a niekiedy kosze były zapełnione po brzegi ludzkimi śmieciami, plastikowymi butelkami. Pomysł był świetny, ale powinien być ktoś kto na bieżąco uzupełnia zapasy woreczków i jakiś napis na koszu typu "Proszę nie wrzucać ludzkich śmieci" i byłoby idealnie. ;)
Wspaniałym miejscem jest Psia plaża, która znajduje się pomiędzy sektorem/wejsciem L i M. Psy mogą tam poszaleć, popływać do woli. To ich miejsce. Radziłabym jednak nie zapuszczać się dalej w lewą stronę, gdyż znajduje się tam plaża nudystów, osobiście nie polecam, ale co kto lubi :P Ja preferuje inny krajobraz na spacer z psem, haha.
Jeśli lubicie leśne, długie wyprawy to możecie drogą prowadzącą na plażę dla psów iść ciągle prosto przed siebie. Dalej rozciągają się liczne leśne ścieżki. My idąc ta drogą przeszliśmy 21 km (razem z powrotem), a to jeszcze nie był koniec. Uwaga jednak na rowerzystów, bo trochę ich przejeżdża.
Międzyzdroje znajdują się także na terenie Wolińskiego Parku Narodowego do którego jest zakaz wstępu z psami. Warto o tym wiedzieć.
Triko nad morzem
Gdy pierwszy raz przyszłam z nim na plażę to był istny szał ciał, tyle piasku, tyle zabawy, kopanie dołów, tarzanie, bieganie... sporo by wymieniać :D Ale morze to jest ogromny potwór, którego fale obijające się o brzeg to złowieszcze macki pragnące schwytać twoje psie ciałko i wessać do ciemnego środka, więc koniecznie trzeba zagrać z nimi w grę polegająca na łapaniu ich oraz obszczekiwaniu. Krótko mówiąc było śmiesznie. Niestety Triko za Chiny ludowe nie dał się zaciągnąć głębiej jak tylko mocząc łapki, tym samym skutecznie rujnując moje marzenie o wspólnym pływaniu w morzu (smuteczek). Jednego dnia postanowiłam wziąć mojego dzielnego pieska na rączki, wejść do wody trochę powyżej kolana i delikatnie go tam wsadzić, aby pokazać mu, że to nie boli. Gdy go włożyłam to zaczął pływać stylem na desperata z miną mówiącą: ratunku ja się topie, ta woda jest mokra, potwór mnie zjada, mamo ratuj, ginę, umieram, HELP MI!!! I zaczął wspinać się na mnie robiąc piękne, czerwone, długie zadrapania na moich nogach. Tak skończyła się próba zamoczenia maminsynka i boidoopy w morzu, a to wszystko nie trwało dłużej niż jakieś 5 sekund. :P Może kiedyś się przełamie, kiedyś...
Po za tym było super. Triko był na wyjeździe grzecznym pieskiem, na plaży bawił się i szarpał zabawkami (w tym frisbee!), dwa razy uciekł mi do psa i mewy, ale po chwili się odwołał :) Na plaży chodził na 5 metrowej lince.
W przedostatni i ostatni dzień spotkaliśmy się z Justyną i Suzi - zaliczyliśmy w te dwa dni porogodzinny spacer po plaży. Miło było, że mieliśmy towarzystwo.
Tygodniowy pobyt bardzo szybko minął i bardzo dobrze, że udało nam się tam pojechać mimo, że wolę zdecydowanie góry, które mam nadzieję zaliczymy w końcu za rok, ale może nad morze też wpadniemy.
![]() |
| fot. Madzia Thread |
5 intensywnych, obozowych dni w Annówce już za nami. Paro godzinną podróż Triko zniósł nadzwyczaj dobrze. Na miejsce przyjechaliśmy dwie godziny wcześniej niż było zakładane, ale Marta przyjęła nas z otwartymi ramionami i mimo wcześniejszego przybycia zostaliśmy dość szybko zakwaterowani. Wieczór mieliśmy wolny, więc zapoznaliśmy się z pozostałymi obozowiczami. Wybraliśmy się też na zaplanowany spacer z Anią, Ayo, Weroniką, Pandą, Kornelią i Tobim. Triko niestety nie polubił się z dwoma psimi kolegami w tym z Tobim oraz z Finito i do końca obozu miał z nimi na pieńku, na szczęście w pokoju z nami były same suczki i odbyło się bez zbędnych spin.
Od poniedziałku zaczęły się zajęcia. Pierwszego dnia było trochę informacji organizacyjnych. Kluczowym elementem rozpoczynającym każdy dzień była rozgrzewka dla ludzi z Paulą Gumińską, która zaczynała się o 8 rano, a po rozgrzewce o 9:00 wszyscy głodni pędziliśmy na upragnione śniadanie. O 10:00 zaczynały się zajęcia z psami, każdy miał do wyboru dwa wejścia dziennie. Można było wybrać to co nam pasuje frisbee lub agility z Asią lub Paulą(dodatkowo motywacja). My głównie wybieraliśmy jeden trening motywacji z Paulą i trening agility z Asią. Pomiędzy zajęciami ok. godziny 13:30/14:00 mieliśmy codziennie godzinny trening rzucania frisbee z Asią podczas których uczyliśmy się przeróżnych technik rzutowcych, frisbowych trików. Ja zdecydowanie nie jestem frisbee masterem, więc niektóre rzuty to był dla mnie totalny odlot, ale Asia dokładnie wszystko tłumaczyła i pomagała gdy tylko komuś (czyt. mi :P ) coś nie wychodziło. :)
![]() |
| fot. Madzia Thread |
Jak już wspomniałam skupiliśmy się głównie na motywacji i agility. Na zajęciach z Paulą pracowaliśmy dużo nad zabawą, aportem i wkręcaniem czarnego we frisbee. Paula powiedziała, że od naszego ostatniego spotkania na seminaium we wrześniu ubiegłego roku zrobiliśmy ogromny postęp. Te słowa sprawiły mi ogromną radość! Triko bardzo dzielnie bawił się na placu, nawet podczas upałów - bardzo się starał. Jedną sesję z motywacji poświęciłam na przywołanie, co prawda większość treningu z Paulą o tym przegadałyśmy, ale było mi to potrzebne, bo dostałam bardzo dużo cennych rad.
Z kolei na agility z Asią biegaliśmy sekwencje składające się z około 5/7 przeszkód, dzieliliśmy cały tor na 3 części. Niektóre torki były na prawdę trudne, ale Triko dawał sobie świetnie radę, w przeciwieństwie do mnie. Ja bardzo często się myliłam i nie mogłam spamiętać kolejności niektórych przeszkód, ale chyba można mi to wybaczyć, bo jestem jeszcze świeżakiem w tym temacie. :P Jednak Asia pochwaliła naszą pracę na torze i powiedziała, że fajnie by było gdybyśmy poszli w to dalej. Jak życie pozwoli, będziemy szli ile się da :)
Nasza obozowa ekipa była fantastyczna, w takim towarzystwie z przyjemnością chodziło się na każdy trening, spacer, czy zabawy integracyjne, których było co nie miara. Podczas obozu nie było czasu na nudę, po godzinach graliśmy w m.in w Disc golfa, Ultimate frisbee. Nauczyliśmy się także o rozgrzewce, cool down oraz masażu relaksacyjnym dla naszych psów.
![]() |
| fot. Madzia Thread |
Niestety Triko miał problem z klatkowaniem i zostawaniem samemu w obcym miejscu i parę innych problemów z ogarnięciem się w codzienności, więc musimy przez resztę wakacji nad tym solidnie popracować. A już w tą sobotę wcześnie rano wyjeżdżamy razem na tydzień nad polskie morze do Międzyzdroji i korzystając z nowego otoczenia będziemy pracować i ćwiczyć. Bardzo się cieszę, bo to mój pierwszy wyjazd z psem nad morze, co prawda to nie mój wymarzony wyjazd z psem w góry, ale i tak się cieszę. Zawsze warto oderwać się od wiejskiej, dzikiej codzienności i pojechać gdzieś do cywilizacji :P A marzenie o górach z psem jeszcze kiedyś spełnie, obiecuję!
![]() |
| fot. Madzia Thread |
Wakacje zaczęły się już tydzień temu, cieszmy się i radujmy! Triko ten tydzień poświęcił procesowi regeneracji i zdrowienia, bo ciućmok przeziębił sobie tchawice i kończy brać antybiotyk. Na szczęście w porę to wyłapaliśmy i zdążyło mu się polepszyć w sam raz na nasz wyjazd. Bo jutro, moi mili, jedziemy sobie na 5 dni do kultowego psiarskiego miejsca - do Annówki! Przed nami obóz Time to start I z Paulą Gumińską i Asią Korbal :D Niezmiernie się cieszę, że udało nam się dostać, a na zapisy parę miesięcy temu czekałam jak na szpilkach. Gdy tylko wybiła ostateczna godzina w turbo ekspresowym tępie wypełniłam formularz zgłoszeniowy.
W międzyczasie pisania postu skończyłam właśnie pakować nasze manatki. I wydaje mi się, że wszystko mamy mimo, że niestety, ja jak to ja, robiłam internetowe zakupy całkiem na ostatnią chwilę. Głupi ma zawsze szczęście więc wszystko, dzięki Bogu, doszło na czas. Trzeba było zaopatrzyć się w smakołyki, więc jedzeniowy asortyment mamy uzupełniony. A ja mam nadzieję, że starczy. :P Do tego doszła jeszcze L-karnityna z pokusy, coby zadbać o odpowiednią regenerację oraz pracę mięśni i serca pieska.
Co do samego obozu to ogromnie cieszę się, że jedziemy. Mam tylko pewne obawy co do zostawania czarnucha w klatce, bo o ile w domu nie ma z tym problemu, tak na wyjazdach niestety jest trochę gorzej. No, ale czas pokaże jak Triko postanowi się zachować. Mam nadzieję, że nie narobi mi wstydu i nie będzie zadręczał pozostałych osób swoim jazgoczeniem.
Na obozie liczę na cenne rady, dużo motywacji oraz pomysłów na tego małego potworka, bo mi już się chyba wszystkie skończyły. Chcę pracować dużo nad motywacją i znaleźć sposób na przywołanie. Na pewno wyniosę z obozu dużo nowej wiedzy.
Jutro około południa wyjeżdżamy. Obóz zaczyna się od poniedziałku, ale istniała możliwość by przyjechać dzień wcześniej wieczorem, więc postanowiłam skorzystać, aby Triko mógł oswoić się z nowym miejscem. To jego pierwszy obóz, mój zresztą też. Trzymajcie za nas kciuki! ;)
W międzyczasie pisania postu skończyłam właśnie pakować nasze manatki. I wydaje mi się, że wszystko mamy mimo, że niestety, ja jak to ja, robiłam internetowe zakupy całkiem na ostatnią chwilę. Głupi ma zawsze szczęście więc wszystko, dzięki Bogu, doszło na czas. Trzeba było zaopatrzyć się w smakołyki, więc jedzeniowy asortyment mamy uzupełniony. A ja mam nadzieję, że starczy. :P Do tego doszła jeszcze L-karnityna z pokusy, coby zadbać o odpowiednią regenerację oraz pracę mięśni i serca pieska.
Co do samego obozu to ogromnie cieszę się, że jedziemy. Mam tylko pewne obawy co do zostawania czarnucha w klatce, bo o ile w domu nie ma z tym problemu, tak na wyjazdach niestety jest trochę gorzej. No, ale czas pokaże jak Triko postanowi się zachować. Mam nadzieję, że nie narobi mi wstydu i nie będzie zadręczał pozostałych osób swoim jazgoczeniem.
Na obozie liczę na cenne rady, dużo motywacji oraz pomysłów na tego małego potworka, bo mi już się chyba wszystkie skończyły. Chcę pracować dużo nad motywacją i znaleźć sposób na przywołanie. Na pewno wyniosę z obozu dużo nowej wiedzy.
Jutro około południa wyjeżdżamy. Obóz zaczyna się od poniedziałku, ale istniała możliwość by przyjechać dzień wcześniej wieczorem, więc postanowiłam skorzystać, aby Triko mógł oswoić się z nowym miejscem. To jego pierwszy obóz, mój zresztą też. Trzymajcie za nas kciuki! ;)
Za nami aktywny, pełen niezapomnianych wrażen weekend. Ale może po kolei :)
SOBOTA
Cały wyjazd stał pod wielkim znakiem zapytania, kilka dni przed zawodami nic tak naprawdę nie było pewne, zaczęłam nawet poszukiwania osoby chętnej na nasze miejsce, ale siłą rzeczy wyjazd (na całe szczęście) doszedł do skutku i o 6 rano wyjechaliśmy w trasę do Świdnicy na II trenignowe zawody Obi u Hrabiego ( tutaj specjalne podziękowania dla Agi i jej taty, który wytrwale przetrwał z nami wydarzenie i dowiózł nas na miejsce i z powrotem )
Jadąc na zawody wiedziałam już i miałam ustalone, że podchodzę do tego całkowicie na luzie, bez zbędnych spin, frustracji i nie tak sztywno jak na ostatnich zawodach dwa tygodnie temu. Chciałam po prostu wyjść na pole i zrobić dobry trening. Miałam kompletnie w nosie, ile punktów dostaniemy, liczył się dla mnie Triko i to, aby dobrze się tam czuł. To samo na odprawie zerówek powiedziała nam Klaudia Szymańska, która sędziowała przebiegi. Byliśmy jako czwarci w kolejce, po przyjeździe ulokowałam Triko pod drzewem w cieniu, aby zbędnie się nie nagrzewał, a było dość ciepło, przez co obawiałam się jak mój czarny pies będzie pracował.
Gdy nadeszła nasza kolej czułam tremę, ale wyszliśmy i działo się! To był NASZ czas na polu, który chciałam wykorzystać jak najlepiej. Miałam w punkcie widzenia tylko Triko, a reszta świata mnie nie interesowała. ( no może poza komisarzem, jego wypadało mieć też na uwadze ;) ). I wiecie co? Było rewelacyjnie, bosko, pięknie, cudownie! Triko był tam ze mną, pracował, skupiony, ani razu nie wpadło mu do głowy, aby pobiec gdzieś w przestrzeń i być myślami w innym świecie, tak jak dwa tygodnie temu. Oczywiście stosowałam modyfikacje m.in nagradzałam przy chodzeniu przy nodze, zrobiliśmy zostawanie przez 30 sekund zamiast 60s, ale przecież o to też chodziło. Nie widzę sensu w robieniu przebiegu 100% regulaminowo, gdy modyfikacje są dozwolone i wiemy, że możemy nimi psu bardzo pomóc. Triko był przez cały przebieg zmotywowany, wykonywał szybko wszystkie polecenia mimo grzejącego słońca. Muszę też wspomnieć, że przy przywołaniu na pełnej odległości, po dobiegnięciu do mnie nie skoczył na mnie tylko od razu się dostawił <3 Byłam przeszczęśliwa i dumna podczas naszego wejścia i miałam wrażenie, że unoszę się kilka cm nad ziemią :D. Nie znałam wtedy kompletnie punktacji i powiem szczerze, że nawet o niej nie myślałam i jakież ogromne było moje zdziwienie, gdy podczas rozdania nagród usłyszałam, że zajęliśmy 1 miejsce! Zdobyliśmy 92,5 punkta! Nie mogłam uwierzyć, ale to była najprawdziwsza prawda <3
To wszystko udowodniło mi jak nasze podejście do sprawy może dużo, bardzo dużo(!) zmienić w pracy naszego psa. Dwa tygodnie temu wyszłam na nasz przebieg sfrustrowana, zła, zestresowana i było jak było, ale tym razem postawiłam na luz, skupiłam się na psie i po prostu dobrze się bawiłam. A prawda jest taka, że mam świetnego psa, tylko sama non stop burzę naszą pracę swoimi humorami, nerwami... Trzeba najpierw popracować nad sobą, a potem wziąć się za psa - taki jest mój główny cel na najbliższy czas.
Dziękujemy bardzo organizatorom za wspaniałe zawody, rady i atmosferę, a sponsorom za świetne nagrody wpośród których znaleźliśmy np. kwadrat i piankowy aport ( CollisionCourse <3 )
Gratulacje też dla pozostałych uczestników, byliście świetni!
NIEDZIELA
Następnego dnia pojechaliśmy pociągiem do Extreme Dog'ów we Wrocławiu na trening agility. Dawno już nas tam nie było, więc przyszedł czas nadrobić zaległości. Tego dnia mieliśmy 3 wejścia i ćwiczyliśmy już dłuższe sekwencje niż do tej pory. Mimo, że trening był rano to słońce już grzało, ale Triko dzielnie się spisywał. Widzę, że on naprawdę lubi to robić, na torze śmiga jak mała torpedka, ledwo za nim nadążam, a przed startem już nie może się doczekać tego kiedy ruszy :) W mig łapie coraz to nowe ćwiczenia - widzę go w tym sporcie. Tylko tutaj podobnie - ja muszę popracować nad sobą, mam problem z zapamiętaniem kolejności przeszkód i mylę niepotrzebnie psa, po za tym za wolno biegam :P Asia, weź się za siebie kobieto!
Patrzcie jak pięknie hopsa czarny potworek ( zdjęcia poniżej są autorstwa Alicji Kocowicz, dziękujemy )
Pamiętajcie, że team to nie tylko praca nad psem, ale też nad samym sobą! Ja też się dalej tego uczę.
SOBOTA
Cały wyjazd stał pod wielkim znakiem zapytania, kilka dni przed zawodami nic tak naprawdę nie było pewne, zaczęłam nawet poszukiwania osoby chętnej na nasze miejsce, ale siłą rzeczy wyjazd (na całe szczęście) doszedł do skutku i o 6 rano wyjechaliśmy w trasę do Świdnicy na II trenignowe zawody Obi u Hrabiego ( tutaj specjalne podziękowania dla Agi i jej taty, który wytrwale przetrwał z nami wydarzenie i dowiózł nas na miejsce i z powrotem )
| fot. Magdalena Mazur , Klub DogOn |
| fot. Magdalena Mazur , klub DogOn |
To wszystko udowodniło mi jak nasze podejście do sprawy może dużo, bardzo dużo(!) zmienić w pracy naszego psa. Dwa tygodnie temu wyszłam na nasz przebieg sfrustrowana, zła, zestresowana i było jak było, ale tym razem postawiłam na luz, skupiłam się na psie i po prostu dobrze się bawiłam. A prawda jest taka, że mam świetnego psa, tylko sama non stop burzę naszą pracę swoimi humorami, nerwami... Trzeba najpierw popracować nad sobą, a potem wziąć się za psa - taki jest mój główny cel na najbliższy czas.
Dziękujemy bardzo organizatorom za wspaniałe zawody, rady i atmosferę, a sponsorom za świetne nagrody wpośród których znaleźliśmy np. kwadrat i piankowy aport ( CollisionCourse <3 )
| Nasze pierwsze podium, niezapomniane chwile <3 fot. Magdalena Mazur, klub DogOn |
NIEDZIELA
![]() |
| fot. Alicja Kocowicz, klub Extreme Dog |
Patrzcie jak pięknie hopsa czarny potworek ( zdjęcia poniżej są autorstwa Alicji Kocowicz, dziękujemy )
Pamiętajcie, że team to nie tylko praca nad psem, ale też nad samym sobą! Ja też się dalej tego uczę.








