Bardzo nieszczęśliwy czwartek ...

Może niektórzy z was już się dowiedzieli ,ale napiszę tutaj o tym bardziej szczegółowo.
Otóż Majlo jest ,a może raczej był poważnie chory. Był to już stan zagrożenia życia . Zaczęło się to w środę. Majlo na wieczornym spacerze przed 21:00 zwymiotował 2 razy karmą i trawą. Myślałam ,że może od tej trawy mu się cofnęło. Więc nie przejęłyśmy się tym za bardzo. Natomiast rano następnego dnia(czwartek) Majlo nie chciał jeść co było już niepokojącym sygnałem informującym ,o tym ,że coś jest nie tak. Potem natomiast moja mama zauważyła ,że Majlo znów zwymiotował. A potem zobaczyła jeszcze ,że w klatce kennelowej na kocu są 3 plamy z wymiotów i trawy. Natychmiast zadzwoniłyśmy do weterynarza. Ale mógł on nas przyjąć dopiero za 3 godziny bo był w terenie i miał do nas oddzwonić gdy wróci. Potem Majlo zjadł jakoś tą karmę. Jadł bardzo powoli ,a nie tak szybko jak dotychczas. Ok.godziny 11:00 weterynarz zadzwonił ,że można przyjechać. Gdy przyjechałyśmy to postawiłyśmy Majla na stół. Wet zapytał co się dzieje. Więc moja mama powiedziała mu co się działo. Więc weterynarz zaczął go badać. I! .... Wyczuł w jelitach 'coś'/ciało obce. Było je czuć gdy dotykało się brzuch ręką. Przy badaniu była także ta pani weterynarz(p.Monika) ,która szczepiła Majla i jest u tamtego pana na praktykach bo jeszcze studiuje w Warszawie. I p.Monika powiedziała ,że mogę dotknąć to również wyczuję to 'coś'. Faktycznie , coś tam było! Podejrzenie przez nas padło na pestkę od brzoskwini. Ciało obce w jelicie to bardzo poważna sprawa ,która jest zagrożeniem życia psa i trzeba będzie to jak najszybciej wyciągnąć operacyjnie... Weterynarz mówił ,żebyśmy pojechali na rentgen z kontrastem ,a najbliższy był w Opolu(!). Najgorsze było to ,że moja mama nie zna Opola bo nigdy sama po nim nie jeździła i nie wie co gdzie jest, a taty nie było w domu :P Sytuacja kiepska. Ale weterynarz stwierdził ,że jest pewny ,że jest to ciało obce w jelicie i najlepiej by było ,aby go dziś operowali. Masakra! Gdy usłyszałam o operacji i ,że mógłby nie przeżyć to się tam popłakałam. Ale zdecydowałyśmy się na operacje. Nie było innego wyjścia. Trzeba mu pomóc. Wet mówił ,że to musi być jeszcze dziś bo jutro(czyli dziś) święto i go nie będzie bo wyjeżdża. Jest opcja ,że mógłby to sam wyrobić ,ale czy to wiadomo? Nie zrobiłby i do poniedziałku było by po psie ...
Więc weterynarz zadzwonił do swojego kolegi do Brzeg'u czy mógłby go dziś zoperować bo powiedział ,że wolał by tam bo jednak tam mają lepszy sprzęt i więcej lekarzy . Jego kolega zgodził się specjalnie przyjść i zoperować łaciatka. Przy operacji miała być jeszcze p.Monika z czego się bardzo cieszyłam bo miałam do niej wielkie zaufanie. Po wizycie p.Monika pojechała za nami do naszego domu ,aby dać Majlowi tam kroplówkę. Majlo ładnie zachowywał się przy kroplówce.
Majlo na pierwszej kroplówce

O 16:00 miał być już w Brzegu w przychodni weterynaryjnej WALVET ,która jest moim i ich zdaniem najlepsza w mieście. Wyjechaliśmy w domu o 15:10. Przed wyjazdem zadzwoniłyśmy do p.Moniki ,że będziemy już wyjeżdżać. O 15.45 byliśmy już przed lecznicą. Strasznie się bałam. Gdy weszłyśmy to wzieli go na badanie przy którym byłyśmy. Nie miał gorączki ,a co dziwne nie było już tego 'czegoś' czuć ! Widocznie się przestawiło. Ale zabieg zrobiony musiał być. Dali mu zastrzyk ,aby sobie przysnął. Powiedzieli nam ,że może po nim zwymiotować ,ale nie zwymiotował. Gdy zasypiał zrobiło mi się smutno i się popłakałam ,po mnie mama ,a wraz z nami p.Monika. Wszyscy się cieszyli ,że dobrze ,że zasnął ,a my płakałyśmy. xd Po 15 minutach p.Monika zabrała Majla na zabieg. Z mamą wyszłyśmy ,ja zapłakana i pojechałyśmy do mojej cioci ,która mieszkała w tym samym mieście całkiem niedaleko lecznicy. Wszyscy byli ciekawi co tam było. Ja byłam przekonana ,że to pestka od brzoskwini! Zabieg zaczął się ok. godziny 16.30.
Czekanie było najgorsze. Strasznie się bałam ,ale czułam ,że będzie dobrze. Czekaliśmy na telefon. Operacja trwała 2,5 godziny! Po 19.00 zadzwonił telefon ,że można juz go odebrać i ,że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdy przyszłyśmy Majlo był ubierany w kubraczek. Nacięli mu kawałek jelita i wiecie co wyciągneli? Otóż właśnie pestkę po brzoskwini! I trawę. Weterynarz powiedział ,że posadzi ją sobie w ogródku. Powiedzieli ,że zabieg przebiegł bardzo dobrze i chcieli by aby zabiegi zawsze tak dobrze szły. P.Monika była jego anastazjologiem . I mówiła nam ,że oddech był bardzo dobry i serce także bardzo dobrze pracowało przy narkozie. :) Przyniosła nam także Majla do samochodu i powiedziała ,że może się trząść bo może być mu zimno. Nie był jeszcze wtedy do końca przytomny. P.Monika pojechała za nami do domu ,aby udzielić nam wskazówek jak się nim teraz opiekować :) Majliś dostał niebieski kubraczek pooperacyjny. Nie chcieliśmy kołnierza.
Majlo w drodze do domu
Gdy przyjechaliśmy do domu to włożyliśmy go delikatnie do klatki kennel i przykryliśmy go grubym ręcznikiem widocznym na zdjęciu wyżej. Bo dalej było mu zimno. Gdy Felo zobaczył chorego Majla po przyjeździe od weta to wszedł do klatki i się przy nim położył <3
P.Monika udzieliła wskazówek i dała nam karmę na niedzielę i poniedziałek.
W nocy wstawaliśmy co 2 godziny i sprawdzaliśmy czy wszystko gra. Większość nocy spał bez kagańca tylko przed 5 rano mu go założyliśmy bo zaczął coś tam sobie majstrować bo już poczuł się lepiej. Lepiej dmuchać na zimne. Dziś o 10 rano znów dostał kroplówkę ,a o 20:00 drugą część. Rano dostał jeszcze antybiotyk w tym jeden strasznie piekący. Strasznie przy nim piszczał i denerwował się. Moje kochane psisko. Jutro będzie mógł już normalnie pić . W niedziele ma zjeść papkę z RC ,a w pon puszkę z RC.
Jest jeszcze słabiutki. Dużo śpi. Czasami tylko sobie siedzi w klatce ,ale szybko mu się nudzi to idzie znów spać <3
Z dnia na dzień będzie lepiej. Za ok. 10 dni będą mu ściągać szwy.



 Na dole przysypiający na siedząco Majluś :)
Pozdrawiamy! Trzymajcie kciuki ,aby wszystko się dobrze zagoiło !

Komentarze

  1. To faktycznie nie za wesoła przygoda ;(,ale wszystko się udało i teraz będzie na pewno coraz lepiej.Trzymamy kciuki i pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedak z tego Majla, dobrze, że operacja tak się udała. Oby jak najszybciej doszedł do siebie :) Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dobrze,że już po wszystkim. Biedactwo :( że on tą pestkę połknął.. Teraz widzę ile mieliśmy szczęścia jak mój połknął dwie skarpety, zakrętkę,misia,worek no i jeszcze kilka by się znalazło takich sytuacji :(.
    Niech szybko dojdzie do siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie, że tak szybko i zdecydowanie zadziałałyście. Serdeczne głaski dla Majla, niech mu się dobrze zdrowieje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedziałam o tym już wcześniej, poprzez Wasz FanPejdż...
    Na prawdę szkoda psiaka. Takie biedne smutne oczka... Jestem pod wrażeniem jak on połknął tą pestkę... Dobrze, ze szybko zadziałaliście i wszystko idzie w dobrą stronę. Majlo to dzielny pies! Będzie wszystko dobrze i trzymam wieeelkie kciuki! :) Niech Młody dojdzie do siebie! Na prawdę współczuje, ja bym chyba ze strachu umarła.
    Pozdrawiam i jeszcze raz zdrówka dla Majlusia! :)
    http://codziennebeagle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany rany! Ale nabroil! Dobrze, że lekarz zareagował i udało siebusunac pestke, zapewne czeka Was teraz trudny czas z tym niejedzeniem , ale dacie radę! Trzymam kciuki mocno

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedny Majlo. Też bym płakała gdyby coś takiego stałp się mojej suczce. Z psami nigdy nic nie wiadomo i trzeba ich pilnować na każdym kroku jak pięcioletnie dzieci. Gdybyście trafiły na gorszego weterynarza to mogło by się to duźo gorzej skończyć. Trzymam kcuki żeby odbyło się bez komplikacji. Zdrowiej psiaczku!

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedaczek :c Zawsze taki wesoły pełny energii, a teraz? Mam nadzieje że szybko wyzdrowieje i znów będzie pełen energii :)
    Pozdrawiam i obserwuje :)
    zwariowaneurwisy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrówka! Dobrze, że Wy jak i weterynarz zareagowaliście bardzo szybko! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrówka Majlo :/
    Trzymam za was kciuki i oby czegoś takiego więcej nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że operacja przebiegła pomyślnie :)
    Mocno trzymamy kciuki zeby wyzdorwiał i zeby już więcej nie musiał mieć takich operacji :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Biedny Majlo, to i tak dobrze że operacja przeszła bez żadnych komplikacji. Teraz tylko trzymać kciukasy by młody wrócił do aktywnego trybu życia. I przede wszystkim zdrowego! :)

    Pozdrawiamy Wiktoria&Fado
    Zapraszamy do nas: fado-labrador-retriever-biszkoptowy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Jedna głupia pestka brzoskwini... Nigdy bym nie pomyślała, że może takich szkód narobić. Zdrówka Majlo!

    Pozdrawiamy,
    kundelka-i-borderka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ufff...wspaniale że wszystko skończyło się po dobrej myśli. Zdrowiej Majlo!

    OdpowiedzUsuń
  15. jaki Bidulek :c Ale się musiałaś martwić :c Ja bym byłą zrozpaczona na twoim miejscu :c
    Życzę powrotu do zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo wam współczuje♥ Dobrze, że jednak zgodziłaś się na tą operacje bo inaczej mogło by być gorzej ... Na pewno wszystko dobrze się zagoi, trzymam za to kciuki i dodaje do obserwowanych.

    Pozdrawiam oraz zapraszam do siebie swiat-mojego-psa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. It's actually a cool and useful piece of information. I'm happy that you simply shared this useful info with us.
    Please stay us informed like this. Thank you for sharing.


    Visit my webpage :: cheap uk hosting sites

    OdpowiedzUsuń
  18. Najważniejsz, że operacja się udała :) Życzymy zdrówka.
    http://sensitheamstuff.blogspot.cz/

    OdpowiedzUsuń
  19. You can certainly see your expertise in the work you write.
    The world hopes for more passionate writers such as
    you who are not afraid to mention how they believe. At all times go
    after your heart.

    Here is my web-site - cheap cpanel hosting india

    OdpowiedzUsuń
  20. Uf.... dobrze, ze operacja się udała :). Trzymam kciuki, żeby dalej było tak samo dobrze :).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią o poście: