47/62 - omijanie bodźców stresujących

Majlo miał problemy ze spokojnym omijaniem niektórych jadących aut, skuterów, rowerów, biegających ludzi, szczekających za płotem psów. Prawie zawsze gdy jakiś z wymienionych wcześniej pojazdów obok nas wywoływało w Majlu ciągnięcie, odwracanie się, niekiedy szczekanie. A szczekające agresywnie za płotem psy wywoływały w nim przyśpieszenie, czasami powarkiwanie i szczekanie. Ostatnio tj. w sobotę dostałam od chrzestnego książkę "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów" i wykorzystuję zawarte w rozdziale pierwszym ( obecnie zaczynam rozdział 3'ci ) rady, które polegają na wzmacnianiu pozytywnych zachowań. Gdy Majlo ładnie ominie któryś z bodźców stresujących wymienionych powyżej, natychmiast go chwalę albo słownie, albo przekąską gdy jakieś mam w kieszeni. I muszę powiedzieć, że jest dużo lepiej :) Ostatnio spokojnie omija przejeżdżające obok nas, lub przed nami auta, rowery, skutery, a nawet szczekające na niego za płotem psy! Będę dalej kontynuować realizację tej metody, bo widać, że przynosi pozytywne efekty. Dziś nawet gdy zobaczył labradora mojego kuzyna, z którym mój kuzyn był akurat na spacerze, a ja również wracałam z Majlem ze spaceru, to nawet do niego nie ciągnął, tylko przyglądał się. Cieszę się, że robi małe postępy. Teraz będziemy pracować nad spokojnym omijaniem obcych ludzi, wrzeszczących ( niestety ) dzieci i psów które będą na spacerach. A gdy już na wsi będzie spokojnie ich omijał, to może zaplanuję jakiś wypad autobusem do miasta na spacer pomiędzy większą liczbą tych czynników. Resocjalizacja musi ciągle trwać. Zrobiliśmy już małe postępy na spacerach i oby tak dalej :)
Co prawda Majlowi znów powrócił uraz do weterynarza. Po ostatniej operacji, która odbyła się 1 rok i 2 dni temu, ma jakiś uraz. Bo dostawał wtedy bardzo bolące, piekące zastrzyki po których dosłownie zwijał się z bólu. I gdy weterynarz pod koniec lipca przyjechał do nas, aby Majla zaszczepić przeciw wściekliźnie etc. to Majlo zaczął strasznie szczekać, uciekł w kąt i okropnie trząsł się jak galareta. Gdy weterynarz go szczepił to powarkiwał po czym szybko uciekł na podwórko. Ehhh.... a w tamtym roku było już fajnie. Dał się ładnie zaszczepić, dotykać, badać, a ta operacja, a konkretniej te bolące zastrzyki wszystko zniszczyły :( Gdy już kiedyś wybierzemy się na spacer do miasta musimy zajść do jakieś lecznicy weterynaryjnej i powoli znów Majla przyzwyczajać. Małymi kroczkami na pewno dojdziemy do sukcesu. Tak myślę...

A tak sobie patrzę no i zostały nam dwa tygodnie wakacji. Ale ten czas zasuwa...

Komentarze

  1. Gratulacje! Miło się czyta takie posty :). Na szczęście mój pies nie zwraca uwagi na przejeżdżające samochody/psy, ale weterynarza boi się tak jak Majlo. Kiedy jesteśmy w gabinecie to nawet smakołyka nie zje ze stresu.
    Pozdrawiamy,
    czterolapni

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonale znam trud resocjalizacji dorosłego psa... Ale zawsze motywuje mnie to, że prędzej czy później to przekłada się na wspólne życie z psem, na naszą relację i na jego dobre samopoczucie. Nie ważne w jakim tempie - ważne, że do przodu. Trzymam kciuki za Wasze dalsze sukcesy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To super! :) Przy systematycznych ćwiczeniach za jakiś czas uporacie się ze wszystkimi stresorami:). Większość zwierząt ma lek związany z lecznicą - wycieczki do weta są jednak dość stresujące, trudno im się dziwić. Tyle zapachów.

    Pozdrawiamy!
    http://psiakowe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta metoda i u nas daje bardzo pozytywne rezultaty :) Metody pozytywne są najbardziej skuteczne i najbardziej wzmacniające. Oby tak dalej!
    Czika po sterylizacji również boi się weterynarza,ale cotygodniowe wizyty resocjalizacyjne przynoszą efekty-wetetynarz nam pomaga :)

    Pozdrawiam,
    http://beaglowate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas największy problem jest z psami za płotem. Czasem jakoś to idzie, ale zazwyczaj nie ma przebacz - szczeka i rzuca się.
    Zu ładnie zachowuje się u weta, do czasu, aż nie muszę jej dać na stół, bo to oznacza zastrzyki albo obcinanie pazurów. Nawet jeśli ma być to tylko zajrzenie do ucha, to panikuje. Powodzenia w dalszej pracy! :)

    Pozdrawiam,
    poprostuzuzia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję postępów! Oby tak dalej, praca małymi kroczkami przynosi najwięcej rezultatów, tylko trzeba być konsekwentnym. Na pewno za jakiś czas będziecie już na luzie mijać samochody czy szczekaczy.

    U nas to Poczwar wręcz nadstawia dupkę do zastrzyków ;) za to Micza się miota, jakby w gabinecie weta ją szatan opętał :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję postępów :) Mam nadzieję, że kiedyś przejdzie mu ten uraz do weterynarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję postępów.
    Fiona boi się wteterynarzy tak samo jak innych ludzi, więc w sumie nie ma różnicy czy jedziemy do znajomych czy do weta :D. Mam nadzieję, że muu jednak przejdzie.

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Super, że robicie postępy :). My mamy trochę problemów z mijaniem motorów/skuterów, ale mam nadzieję że teraz po powrocie do miasta wszystko się unormuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje! Świetne postępy! Tylko żal mi go z powodu urazu :( Oby wszystko dobrze się skończyło! Pozdrawiamy i obserwujemy oraz będziemy częściej wpadać! :D
    http://pani-nataszowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisałam już do Ciebie, że dzięki Wam bardziej pomyślałyśmy o tej metodzie i staramy się ją stosować.
    Powodzenia Wam życzymy! :)
    Mamy nadzieję, że Majlo nie będzie się tak mocno bał weterynarza. Zdolny i mądry z niego piesek, więc się uda. :)
    Przepraszam, że do Was nie wchodziłam.

    Pozdrawiamy cieplutko! :)
    W&M
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawo, o to chodzi w szkoleniu psa, aby po malu dążyć do celu i nagradzać 'małe sukcesy'. podobnie robiłem z Bunią, tu masz na filmie pokazane jak było 'przed' i 'po' cwiczeniach: szkolenie strachliwego psa do życia w mieście

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią o poście: